Ile razy w dzieciństwie słyszałaś (słyszałeś), że masz być cicho? Wciąż, mimo iż jesteś dorosła (y) wciąż to słyszysz?
Błędnie
pojętym dobrem rodziny wciąż kazano nam być cicho i wciąż każą… Nie mówimy w
związku z tym o bólu, tęsknocie, nadużyciach, zaniedbaniach… nie mówimy o złym
traktowaniu w szkole przez rówieśników oraz nauczycieli.
Jak
mówi Marianna Gierszewska „Obciążone emocjami z naklejką tylko nikomu nie
mów idziemy przez życie czujne i napięte. Dźwigając ten ciężar, zajadamy
stres, uciekamy w używki, katorżnicze diety czy treningi. Kontrolujemy ciało,
relacje i przyjemności, bo wystarczająco skupione, nie chlapniemy tego, co
zostało zabronione”. Tylko jakim kosztem? Nic nie dzieje się bez konsekwencji.
Oddajemy swoją wolność, radość, pasje, beztroskę, SIEBIE. Tylko po co?
Dlaczego? Bo mamy być szczęśliwe, że wybrano nas na powiernice? Poświęcamy się
w imię iluzji idealnej atmosfery, dobrego dnia, czy udanego wyjazdu. Nie wolno
przecież powiedzieć prawdy, bo to zostanie odebrane jako zdrada. Lepiej nic nie
mówić, być cicho…
Ale
dlaczego?! Dlaczego mamy być cicho kiedy ból jest nie do zniesienia, kiedy
słowa innych nas krzywdzą, kiedy jest nam przykro, gdy ktoś nas zawiódł, kiedy
jesteśmy zmęczone, kiedy nie chcemy być obciążane problemami innych, bo w tym
momencie nie radzimy sobie ze swoimi, kiedy dzień wcale nie jest dobry, a
atmosfera spotkania ciężka? Dlaczego mamy być cicho kiedy jest nam niewygodnie,
czy źle? Dlaczego mimo iż w nas wszystko aż krzyczy mamy się uśmiechać, mamy
być miłe, sympatyczne? Dlaczego mamy się nie wyłamywać? Bo co? Popsujemy opinię
na swój temat? Przecież będąc CICHO, będąc „grzecznymi” własnych opinii nie
mamy, bo są one opiniami świata! Nie możemy ryzykować, bo wtedy nikt nas nie
będzie akceptować… Jak często sądzimy, że lepiej przynależeć gdziekolwiek, na
beznadziejnych warunkach niż wcale? Przecież przynależność jest nam dana od
dzieciństwa. Rodzimy się już z ogromną potrzebą przynależenia do najbliższych,
do rodziny a później środowiska, świata… I co? Z tego powodu tak często
pozwalamy się zamknąć w złotych klatach, bo przecież z dobrą opinią nam nic nie
grozi. Dlaczego mamy dopasowywać się do otoczenia kosztem siebie, tego jakimi
naprawdę jesteśmy. Dlaczego zawsze mamy roić dobrą minę do złej gry?
Przecież
nie wolno mówić, że coś nas boli. Mamy ten ból chować głęboko, udawać, że go
nie ma, kamuflować na różne sposoby. Dlatego…
zakrywamy go makijażem, fryzurami, strojami, przyklejonym uśmiechem.
Płaczemy w samotności, lub wcale, za co płacimy wielką cenę chorobami, ciągłym
napięciem lub wycofaniem a nawet agresją. Przecież lepiej wejść w ten ból,
poczuć go, bo nie ma w tym przypadku drogi na skróty. I tak! Nie jest to łatwe,
ale jak najbardziej możliwe. Mamy na to wpływ, mamy wpływ na siebie i wiedzę,
że obsesyjne działania, to tylko chwilowa iluzja ulgi. Niczym bólu nie
zagłuszymy, nawet jeśli bardzo będziemy się starać. Musimy w niego wejść i nie
będę Ci tu wmawiać, że to łatwe, bo łatwe nie jest. Wręcz przeciwnie! To jest
bardzo trudne, ale warte tej długiej, codziennej i żmudnej pracy 😊
„Skoro
na swój ból nie możemy patrzeć, skoro nie możemy mówić o nim głośno, zamieniamy
go w nicość lub we wściekłość. Będziemy go otępiać lub nim ziać. Bo nie znamy
bezpiecznej drogi środka.” – M. Gierszewska
Zmień
to! Ja zawsze mówiłam co myślę, co czuję, kiedy jest mi źle, a kiedy dobrze.
Zazwyczaj byłam za to karcona, bo dziewczynce nie wypada. A później nie wypada
Kobiecie, Matce, Żonie… I tak, mimo iż robiłam co czułam, czasami się
poddawałam i byłam CICHO. Nawet teraz, jako dorosłej Kobiecie zdarza mi się być
CICHO… Na szczęście zdarza… Bardzo, bardzo rzadko, ale wg mnie i tak zbyt często...Dlatego nie ustaję nad pracą ze sobą. A jak jest u Ciebie?
Spodobał Ci się tekst?
·
To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi
miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
·
Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo
ważna wskazówka;
·
Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić
się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że
doceniasz moją pracę;
·
Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie
na Facebooku i Instagramie.
Tak… Wiele nam się zabrania. Ale dlaczego my mamy być cicho, kiedy innym z łatwością przychodzi upominanie nas? Kto im dał do tego prawo? Wyłącznie my na to pozwalamy, bo nie stawiamy wyraźnych granic, bo się dajemy. A to my, w pierwszej kolejności, powinnyśmy być dla siebie ważne. Dopiero potem cała reszta świata: mąż, dzieci, rodzice itd.
OdpowiedzUsuńMarta