Są takie noce, które kończą się, zanim zdążą się naprawdę zacząć.
Zdjęcie z netu...
Odkąd N mieszka w Lublinie, nie wyłączam już na noc całkowicie dźwięku w telefonie. Zostawiam wibracje. Tylko tyle. Niby drobiazg, a jednak daje mi poczucie, że gdyby wydarzyło się coś ważnego, usłyszę.
Dzisiaj, kilka minut przed czwartą nad ranem, telefon zawibrował. Zerwałam się natychmiast.
Nie pamiętam nawet, co powiedziałam na powitanie. Pamiętam za to jej głos. Przerażony.
– Mamo, wyją syreny...
Nie było żadnych komunikatów. Sąsiedzi nie wychodzili z mieszkań, w oknach bloków było ciemno. Tylko ten niepokojący dźwięk, który w środku nocy brzmi zupełnie inaczej niż za dnia.
N zaczęła szukać informacji w internecie. My z Michałem również. Po chwili, długiej chwili znowu rozległa się syrena… długa, przeciągła. Dopiero po jakimś czasie znaleźliśmy wiadomość, że alarm uruchomiono w Lublinie i okolicy w związku z rosyjskimi nalotami na Ukrainę, niedaleko polskiej granicy. Później pojawiła się informacja, że alarm odwołano.
Tylko, że mojego alarmu nikt już nie odwołał.
Leżałam jeszcze długo z otwartymi oczami. Co chwilę spoglądałam na telefon, nasłuchując ciszy. Dopiero nad ranem udało mi się na chwilę zasnąć.
Kiedy rano usiadłam z kawą w ogrodzie, świat wyglądał tak, jakby nic się nie wydarzyło. Śpiewały ptaki, słońce świeciło, dzień zapowiadał się pięknie. A potem przeczytałam wiadomości.
Na Lubelszczyźnie spadł pocisk. Powstał ogromny lej. Tym razem nikomu nic się nie stało. Tym razem. I właśnie to „tym razem” wybrzmiewa najmocniej.
To dlatego tak trudno było mi pogodzić się z decyzją N o przeprowadzce do Lublina. Wiedziałam, że to piękne miasto. Wiedziałam też, że jest znacznie bliżej granicy niż miejsce, do którego przywykłam. Wojna przez długi czas wydaje się czymś odległym. Do chwili, kiedy budzi cię telefon o czwartej nad ranem, a własne dziecko mówi, że wyją syreny.
Macierzyństwo chyba już takie jest. Dzieci dorastają, wyprowadzają się, budują własne życie. A matka? Matka nigdy nie przestaje czuwać. Zmienia się tylko odległość, z której się martwi.
Dzisiaj wiem jedno… będę spokojniejsza, bo N na noc jedzie do Warszawy. To tylko na weekend i tylko trochę więcej kilometrów od granicy. Rozum podpowiada, że to niewiele zmienia. Ale serce nie słucha rozumu.
I chyba właśnie z tego składa się życie w dzisiejszych czasach. Z codzienności przeplatanej wiadomościami, które jeszcze kilka lat temu wydawały się niemożliwe. Z porannej kawy i jednoczesnego sprawdzania, czy wszyscy bliscy są bezpieczni. Z wdzięczności za zwyczajny dzień, który nagle okazuje się czymś niezwykle cennym.
Dzisiaj szczególnie mocno doceniam to, że mogę napisać jedno, krótkie zdanie: Wszyscy moi najbliżsi są bezpieczni. I oby tak zostało.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
Zdjęcie z netu...
Odkąd N mieszka w Lublinie, nie wyłączam już na noc całkowicie dźwięku w telefonie. Zostawiam wibracje. Tylko tyle. Niby drobiazg, a jednak daje mi poczucie, że gdyby wydarzyło się coś ważnego, usłyszę.
Dzisiaj, kilka minut przed czwartą nad ranem, telefon zawibrował. Zerwałam się natychmiast.
Nie pamiętam nawet, co powiedziałam na powitanie. Pamiętam za to jej głos. Przerażony.
– Mamo, wyją syreny...
Nie było żadnych komunikatów. Sąsiedzi nie wychodzili z mieszkań, w oknach bloków było ciemno. Tylko ten niepokojący dźwięk, który w środku nocy brzmi zupełnie inaczej niż za dnia.
N zaczęła szukać informacji w internecie. My z Michałem również. Po chwili, długiej chwili znowu rozległa się syrena… długa, przeciągła. Dopiero po jakimś czasie znaleźliśmy wiadomość, że alarm uruchomiono w Lublinie i okolicy w związku z rosyjskimi nalotami na Ukrainę, niedaleko polskiej granicy. Później pojawiła się informacja, że alarm odwołano.
Tylko, że mojego alarmu nikt już nie odwołał.
Leżałam jeszcze długo z otwartymi oczami. Co chwilę spoglądałam na telefon, nasłuchując ciszy. Dopiero nad ranem udało mi się na chwilę zasnąć.
Kiedy rano usiadłam z kawą w ogrodzie, świat wyglądał tak, jakby nic się nie wydarzyło. Śpiewały ptaki, słońce świeciło, dzień zapowiadał się pięknie. A potem przeczytałam wiadomości.
Na Lubelszczyźnie spadł pocisk. Powstał ogromny lej. Tym razem nikomu nic się nie stało. Tym razem. I właśnie to „tym razem” wybrzmiewa najmocniej.
To dlatego tak trudno było mi pogodzić się z decyzją N o przeprowadzce do Lublina. Wiedziałam, że to piękne miasto. Wiedziałam też, że jest znacznie bliżej granicy niż miejsce, do którego przywykłam. Wojna przez długi czas wydaje się czymś odległym. Do chwili, kiedy budzi cię telefon o czwartej nad ranem, a własne dziecko mówi, że wyją syreny.
Macierzyństwo chyba już takie jest. Dzieci dorastają, wyprowadzają się, budują własne życie. A matka? Matka nigdy nie przestaje czuwać. Zmienia się tylko odległość, z której się martwi.
Dzisiaj wiem jedno… będę spokojniejsza, bo N na noc jedzie do Warszawy. To tylko na weekend i tylko trochę więcej kilometrów od granicy. Rozum podpowiada, że to niewiele zmienia. Ale serce nie słucha rozumu.
I chyba właśnie z tego składa się życie w dzisiejszych czasach. Z codzienności przeplatanej wiadomościami, które jeszcze kilka lat temu wydawały się niemożliwe. Z porannej kawy i jednoczesnego sprawdzania, czy wszyscy bliscy są bezpieczni. Z wdzięczności za zwyczajny dzień, który nagle okazuje się czymś niezwykle cennym.
Dzisiaj szczególnie mocno doceniam to, że mogę napisać jedno, krótkie zdanie: Wszyscy moi najbliżsi są bezpieczni. I oby tak zostało.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze
Prześlij komentarz