W końcu jestem dla siebie

Już o tym pisałam, ale napiszę jeszcze raz z perspektywy ostatnich tygodni, a nawet miesięcy, bo znów wiele się zmieniło z czego się cieszę i będę robić wszystko, by wciąż te zmiany następowały… Nie znoszę słów typu „Nie zmieniaj się”, bo przecież życie jest ciągłą zmianą. A ja bardzo bym się zaczęła martwić, gdybym się nie zmieniała…



Przez lata byłam dla innych…

Dla ich potrzeb, oczekiwań, problemów i planów. Zawsze znajdowałam czas, energię i przestrzeń, żeby wspierać, pomagać, słuchać i być obok. Często nie tylko swoim kosztem, ale i swojej Rodziny! Wydawało mi się, że na siebie przyjdzie jeszcze czas. Że zajmę się sobą później.

Tylko że to „później” jakoś nigdy nie nadchodziło.

Odkładałam własne potrzeby, marzenia i odpoczynek na kolejny dzień, kolejny tydzień, kolejny rok. Aż w końcu zrozumiałam, że jeśli sama nie stanę się dla siebie ważna, nikt nie zrobi tego za mnie.

Już od jakiegoś czasu, o czym tu piszę, znajduję czas dla siebie każdego dnia, ale od „dziś” jeszcze częściej wybieram siebie, bo „tamtego” było jednak za mało i niezbyt dobrze się dla mnie zdrowotnie skończyło... Dbam o własny spokój, swoje granice i swoje potrzeby. I wiem, że nie wszystkim się to podoba. Są osoby, które przyzwyczaiły się do tego, że zawsze byłam dostępna, zawsze gotowa poświęcić swój czas i energię. Poświęcać siebie… TAK! Głośno to musi wybrzmieć…. Poświęcałam siebie, swoją energię, a nawet, o zgrozo! Rodzinę by być dla innych na każde zawołanie… Zawsze mój dom był domem otwartym, był pełen ludzi, wszystko ogarniałam, przyjmowałam, słuchałam…Teraz mimo iż nadal chcę by mój dom był domem otwartym, postanowiłam stawiać większe granice i nie zawsze chcę przyjmować gości u siebie jak było do tej pory. Częściej proponuję spotkania na mieście, bo sama w końcu chcę się wyrwać z czterech ścian, zwłaszcza, że mój dom jest też moim miejscem pracy. Potrzebuję oddechu poza nim, a nie ciągle w nim…

I już powoli przestaję tłumaczyć się z tego (chociaż czasami jeszcze mi się zdarza, jak teraz 😉), dlaczego zaczęłam robić tak, a nie inaczej, i że chcę żyć także dla siebie.

Jednak… z czego jestem dumna 😊 Nie przejmuję się ocenami. Nie mam wyrzutów sumienia, gdy odmawiam i proponuję spotkanie na mieście, lub go odmawiam, bo czuję, że teraz potrzebuję odpoczynku (a potrzebuję go teraz coraz częściej). Nie czuję się egoistką dlatego, że wreszcie stawiam siebie na liście priorytetów.



Bo bycie dla siebie nie oznacza, że przestałam być dla innych. Oznacza tylko, że przestałam siebie pomijać. A teraz bardzo potrzebuję regeneracji, nałapania energii, bo zbyt szybko ją straciłam i nie wystarcza już nawet na drobne problemy. Nie mówiąc o tych większych, których znów przybyło. I tak! Teraz, niestety w zbyt krótkich momentach, bo intensywność dni zaczęła przytłaczać a nie można z niczego zrezygnować, jestem bardziej dla siebie i mojej Najbliższej Rodziny, niż dla innych. Na innych przyjdzie też czas, ale za chwilę, później, kiedyś… Najpierw muszę zadbać porządnie o siebie, bo przestanie mnie za moment być… Tym bardziej, że to nasz drugi rok bez urlopu, a problemy i wyzwania mnożą się każdego dnia… Moja codzienność przyspieszyła i mimo iż sądziłam iż to już nie możliwe dołożyła mi obowiązków, z których za nic nie mogę zrezygnować.

I to jest jedna z najważniejszych rzeczy, jakich nauczyło mnie życie. Dziś wiem, że życie nie zaczyna się „kiedyś”. Dlatego, w tych krótkich momentach na złapanie oddechu wybieram siebie. Bez poczucia winy, bez tłumaczeń i bez oglądania się na tych, którym to przeszkadza.

Polecam i Tobie!












Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.


Komentarze