Kiedy nie ma czasu na urlop

Od wielu miesięcy żyjemy w niezwykle intensywnym czasie. Tak intensywnym, że trudno znaleźć nawet jeden dzień, by wyjechać za miasto i odpocząć choć odrobinę bardziej niż zwykle. O urlopie, którego nie mieliśmy już drugi rok z rzędu, nawet nie wspomnę…



Życie czasem układa własny scenariusz. Są wydarzenia, na które nie mamy najmniejszego wpływu i pozostaje nam jedynie je przyjąć. Ale są też takie przestrzenie, nad którymi kontrolę wciąż mamy. I właśnie z nich staram się korzystać najlepiej, jak potrafię.

Od miesięcy świadomie zbieram krótkie chwile codzienności. Takie, które pozwalają mi pobyć ze sobą i z najbliższą Rodziną. To właśnie one pomagają mi zachować równowagę.

Letnie poranki należą do ogrodu. Najczęściej siadam bez makijażu, z podkrążonymi oczami po nieprzespanej nocy... pod jabłonką albo morelą z filiżanką kawy. Kilkanaście minut ciszy, śpiew ptaków i letnie powietrze wystarczą, by naładować się energią, a nie tylko kofeiną, ale również naturą zanim rozpocznę kolejny dzień pełen wyzwań.


W ciągu dnia staram się znaleźć chwilę na lekki obiad w ogrodzie albo szybkie aperitivo. Zdecydowanie zbyt rzadko udaje się zrobić to poza domem, ale kiedy tylko mogę, zaglądam do zaprzyjaźnionej Trattorii w przerwie między obowiązkami. Nawet krótka zmiana otoczenia potrafi zdziałać więcej, niż mogłoby się wydawać.



Wieczorem zwalniam na moment. Chłonę zapach rozgrzanej po całym dniu ziemi, wsłuchuję się w koncert świerszczy i pozwalam myślom wyciszyć się przed snem. Później zanurzam się w książkowym świecie. Czasem tylko na kilka stron, ale i to wystarcza, by odetchnąć.

Książki od zawsze mnie relaksują. Tak samo jak Góry. To właśnie tam najłatwiej odzyskuję spokój i energię. Niestety mam do nich zbyt daleko, by po prostu ruszyć na szlak wtedy, gdy najbardziej tego potrzebuję. Dlatego uczę się odpoczywać inaczej, pomiędzy obowiązkami, pomiędzy spotkaniami, pomiędzy badaniami, rehabilitacjami… kolejnymi punktami dnia.



Kilkanaście minut z kawą pod jabłonką, wspólny obiad w ogrodzie, wieczorny koncert świerszczy czy kilka stron dobrej książki. To właśnie te drobne chwile pozwalają mi złapać oddech i iść dalej, nawet wtedy, gdy codzienność nie zwalnia ani na moment, a ja mimo iż tak bardzo potrzebuję dłuższego urlopu mogę o nim teraz zapomnieć…

O tym, jak nauczyłam się dbać o taki odpoczynek „pomiędzy” i co myślą o błędnym przekonaniu na jego temat, napiszę następnym razem.









Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze