Są książki, po które sięgamy, żeby się wzruszyć. Są takie, które mają nas czegoś nauczyć. Są też takie, przy których trzeba mieć pod ręką chusteczki, bo człowiek płacze nad losem bohaterów.
A potem jest Olga Rudnicka i jej „Płacz i płać!”.
Tutaj chusteczki mogą się przydać, ale raczej dlatego, że będziemy ocierać łzy ze śmiechu.
Główna bohaterka, Jagoda Koteł, to kobieta sukcesu. A właściwie kobieta, która sukces rozumie bardzo konkretnie: stanowisko, pieniądze, kariera, prestiż i oczywiście przekonanie, że jeżeli ktoś stoi jej na drodze, to należy go ominąć. Ewentualnie przejechać walcem.
Rodzina? Zbędny balast. Przyjaciele? Strata czasu. Życie poza pracą? A po co?
Jagoda jest typem korpo-szefa, przy którym człowiek zaczyna doceniać bezrobocie, pracę zdalną i fakt, że jego własny szef jednak zna jego imię.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby pewnego dnia ktoś nie postanowił powiedzieć Jagodzie bardzo wyraźnego: „Sprawdzam”. Nagle z wielkiego świata korporacji trafia do rzeczywistości, w której zamiast zarządzać ludźmi, musi… pracować. Tak naprawdę pracować. Sprzątać, gotować i zajmować się pensjonatem. Czyli następuje sytuacja, której nie przewidział żaden kurs zarządzania. Jagoda zostaje sprowadzona z wysokości swoich szpilek prosto na ziemię. I trzeba przyznać, że Olga Rudnicka urządziła jej to lądowanie z wyjątkowym poczuciem humoru.
Najbardziej podobało mi się w tej historii to, że autorka potrafi zrobić komedię z sytuacji, która wcale komediowa nie jest. Bo przecież utrata pracy, pieniędzy, pozycji i dotychczasowego życia nie jest powodem do śmiechu.
Ale kiedy człowiek, który uważał się za ósmy cud świata, nagle musi zmierzyć się z rzeczywistością, a przy okazji z ludźmi, których wcześniej nawet nie zauważał, robi się… interesująco.
I bardzo po rudnickowemu 😉 Bo tutaj nawet zwykła rozmowa potrafi skręcić w stronę absurdu, a bohaterowie mają wyjątkowy talent do komplikowania sobie życia.
Jagoda początkowo nie wzbudza szczególnej sympatii. Trudno zresztą polubić osobę, która ludzi traktuje jak pionki na korporacyjnej planszy. Ale właśnie dlatego jej historia jest ciekawa.
Bo kiedy wszystko zaczyna się walić, Jagoda dostaje coś, czego wcześniej najwyraźniej bardzo jej brakowało… lekcję życia.
I nie jest to lekcja prowadzona przez sympatycznego nauczyciela z kredą w ręku. To raczej kurs przetrwania. Bez podręcznika. Za to z bardzo wymagającymi „ćwiczeniami praktycznymi”.
Do tego dochodzą bohaterowie drugoplanowi, którzy potrafią ukraść Jagodzie niejeden fragment książki. Są charakterystyczni, wyraziści i zdecydowanie nieprzesadnie grzeczni. Szczególnie ciotka Hanka zasługuje na uwagę… jej język i riposty potrafią rozbroić szybciej niż niejeden dowcip.
Jest też zagadka, są tajemnice, podejrzane wydarzenia i pytanie, kto właściwie postanowił urządzić Jagodzie takie piekło na ziemi.
Czyli mamy wszystko, co u Olgi Rudnickiej bardzo lubię: komedię, kryminał, absurd i ludzi, których najlepiej obserwować z bezpiecznej odległości.
I chyba właśnie dlatego tę książkę czyta lub słucha jak w moim przypadku, tak dobrze.
Nie jest to kryminał, przy którym siedzimy spięci i analizujemy każdy szczegół, zastanawiając się, kto zabił. To raczej książka, przy której zastanawiamy się: „Boże, co oni jeszcze wymyślą?” A potem przewracamy stronę. I czytamy dalej.
„Płacz i płać!” ma też coś więcej niż tylko humor. Pod tą lekką, momentami absurdalną historią kryje się całkiem rozsądne pytanie: co zostaje człowiekowi, kiedy zabierze mu się wszystko, na czym budował swoją wartość?
Stanowisko? Pieniądze? Tytuły? Luksus?
A może dopiero wtedy zaczynamy zauważać ludzi, których wcześniej mijaliśmy bez zainteresowania?
Jagoda dostaje od życia bardzo bolesną odpowiedź. Na szczęście czytelnik dostaje ją w wersji znacznie przyjemniejszej… z humorem.
„Płacz i płać!” to lekka, zabawna komedia kryminalna o wielkim upadku, jeszcze większym ego i życiu, które czasami samo potrafi wymierzyć sprawiedliwość.
Nie jest to książka do analizowania przy lampce czerwonego wina.
To książka do czytania pod kocem, z kawą albo herbatą, najlepiej wtedy, kiedy człowiek potrzebuje trochę odpocząć od własnych problemów. Bo może się okazać, że cudze są znacznie zabawniejsze.
A Jagoda? Cóż…
Powiedzmy, że po tej historii już wiem, że karma nie zawsze przychodzi z hukiem. Czasami przyjeżdża spokojnie, puka do drzwi i mówi: „Dzień dobry. Mam dla pani kilka nowych obowiązków”.
I za to właśnie lubię Olgę Rudnicką. Za ten absurd. Za ironię. Za bohaterów, którzy potrafią człowieka doprowadzić do szału.
I za to, że nawet kiedy życie nie bardzo ma ochotę nas rozpieszczać, zawsze można znaleźć powód, żeby się uśmiechnąć.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Instagramie.
A potem jest Olga Rudnicka i jej „Płacz i płać!”.
Tutaj chusteczki mogą się przydać, ale raczej dlatego, że będziemy ocierać łzy ze śmiechu.
Główna bohaterka, Jagoda Koteł, to kobieta sukcesu. A właściwie kobieta, która sukces rozumie bardzo konkretnie: stanowisko, pieniądze, kariera, prestiż i oczywiście przekonanie, że jeżeli ktoś stoi jej na drodze, to należy go ominąć. Ewentualnie przejechać walcem.
Rodzina? Zbędny balast. Przyjaciele? Strata czasu. Życie poza pracą? A po co?
Jagoda jest typem korpo-szefa, przy którym człowiek zaczyna doceniać bezrobocie, pracę zdalną i fakt, że jego własny szef jednak zna jego imię.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby pewnego dnia ktoś nie postanowił powiedzieć Jagodzie bardzo wyraźnego: „Sprawdzam”. Nagle z wielkiego świata korporacji trafia do rzeczywistości, w której zamiast zarządzać ludźmi, musi… pracować. Tak naprawdę pracować. Sprzątać, gotować i zajmować się pensjonatem. Czyli następuje sytuacja, której nie przewidział żaden kurs zarządzania. Jagoda zostaje sprowadzona z wysokości swoich szpilek prosto na ziemię. I trzeba przyznać, że Olga Rudnicka urządziła jej to lądowanie z wyjątkowym poczuciem humoru.
Najbardziej podobało mi się w tej historii to, że autorka potrafi zrobić komedię z sytuacji, która wcale komediowa nie jest. Bo przecież utrata pracy, pieniędzy, pozycji i dotychczasowego życia nie jest powodem do śmiechu.
Ale kiedy człowiek, który uważał się za ósmy cud świata, nagle musi zmierzyć się z rzeczywistością, a przy okazji z ludźmi, których wcześniej nawet nie zauważał, robi się… interesująco.
I bardzo po rudnickowemu 😉 Bo tutaj nawet zwykła rozmowa potrafi skręcić w stronę absurdu, a bohaterowie mają wyjątkowy talent do komplikowania sobie życia.
Jagoda początkowo nie wzbudza szczególnej sympatii. Trudno zresztą polubić osobę, która ludzi traktuje jak pionki na korporacyjnej planszy. Ale właśnie dlatego jej historia jest ciekawa.
Bo kiedy wszystko zaczyna się walić, Jagoda dostaje coś, czego wcześniej najwyraźniej bardzo jej brakowało… lekcję życia.
I nie jest to lekcja prowadzona przez sympatycznego nauczyciela z kredą w ręku. To raczej kurs przetrwania. Bez podręcznika. Za to z bardzo wymagającymi „ćwiczeniami praktycznymi”.
Do tego dochodzą bohaterowie drugoplanowi, którzy potrafią ukraść Jagodzie niejeden fragment książki. Są charakterystyczni, wyraziści i zdecydowanie nieprzesadnie grzeczni. Szczególnie ciotka Hanka zasługuje na uwagę… jej język i riposty potrafią rozbroić szybciej niż niejeden dowcip.
Jest też zagadka, są tajemnice, podejrzane wydarzenia i pytanie, kto właściwie postanowił urządzić Jagodzie takie piekło na ziemi.
Czyli mamy wszystko, co u Olgi Rudnickiej bardzo lubię: komedię, kryminał, absurd i ludzi, których najlepiej obserwować z bezpiecznej odległości.
I chyba właśnie dlatego tę książkę czyta lub słucha jak w moim przypadku, tak dobrze.
Nie jest to kryminał, przy którym siedzimy spięci i analizujemy każdy szczegół, zastanawiając się, kto zabił. To raczej książka, przy której zastanawiamy się: „Boże, co oni jeszcze wymyślą?” A potem przewracamy stronę. I czytamy dalej.
„Płacz i płać!” ma też coś więcej niż tylko humor. Pod tą lekką, momentami absurdalną historią kryje się całkiem rozsądne pytanie: co zostaje człowiekowi, kiedy zabierze mu się wszystko, na czym budował swoją wartość?
Stanowisko? Pieniądze? Tytuły? Luksus?
A może dopiero wtedy zaczynamy zauważać ludzi, których wcześniej mijaliśmy bez zainteresowania?
Jagoda dostaje od życia bardzo bolesną odpowiedź. Na szczęście czytelnik dostaje ją w wersji znacznie przyjemniejszej… z humorem.
„Płacz i płać!” to lekka, zabawna komedia kryminalna o wielkim upadku, jeszcze większym ego i życiu, które czasami samo potrafi wymierzyć sprawiedliwość.
Nie jest to książka do analizowania przy lampce czerwonego wina.
To książka do czytania pod kocem, z kawą albo herbatą, najlepiej wtedy, kiedy człowiek potrzebuje trochę odpocząć od własnych problemów. Bo może się okazać, że cudze są znacznie zabawniejsze.
A Jagoda? Cóż…
Powiedzmy, że po tej historii już wiem, że karma nie zawsze przychodzi z hukiem. Czasami przyjeżdża spokojnie, puka do drzwi i mówi: „Dzień dobry. Mam dla pani kilka nowych obowiązków”.
I za to właśnie lubię Olgę Rudnicką. Za ten absurd. Za ironię. Za bohaterów, którzy potrafią człowieka doprowadzić do szału.
I za to, że nawet kiedy życie nie bardzo ma ochotę nas rozpieszczać, zawsze można znaleźć powód, żeby się uśmiechnąć.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Instagramie.

Komentarze
Prześlij komentarz