Wrzesień który pachnie jesienią

Jesień nie przychodzi nagle.

Nie puka do drzwi i nie mówi: „To już”. Przychodzi po cichu, niemal niezauważalnie, jakby trochę nieśmiało zaglądała do ogrodu i pytała, czy może zostać na dłużej.



Najpierw pojawia się we wrześniowym świetle. Jest ono inne niż jeszcze kilka tygodni temu… bardziej miękkie, złotawe, jakby słońce miało mniej siły, ale za to więcej czułości. Rankiem krople rosy dłużej trzymają się na liściach, a pajęczyny między gałęziami zaczynają lśnić jak misternie utkane srebrne koronki.







W ogrodzie wszystko jeszcze udaje, że jest po staremu. Kwiaty kwitną, zioła pachną, pomidory, poziomki, truskawki dojrzewają w słońcu. A jednak coś się zmieniło.

Liście zaczynają szeleścić inaczej. Wieczory przychodzą wcześniej.
Powietrze ma w sobie chłodną nutę, której jeszcze niedawno nie było.

I właśnie wtedy najbardziej lubię spacerować po ogrodzie.











Zatrzymać się przy starej rabacie, dotknąć dłonią przekwitających kwiatów, poprawić gałązkę, która ciężko ugina się pod własnym ciężarem. Zajrzeć do zakątka, w którym przez całe lato rosły malwy, i przypomnieć sobie, ile razy przechodziłam tędy w ciepłe, lipcowe poranki.

Ogród we wrześniu jest trochę jak stara fotografia.

Jest w nim jeszcze lato, ale już lekko wyblakłe. Są wspomnienia ciepłych dni, zapach rozgrzanej ziemi, wieczory spędzane przy otwartym oknie. Są ślady dziecięcych kroków, pierwsze zerwane jabłka i wszystkie te drobne chwile, o których wtedy nie wiedzieliśmy, że kiedyś będziemy za nimi tęsknić.

A pomiędzy nimi… jesień. Przemyka cichutko. Siada na brzegu donicy.
Przysiada na płocie. Zostawia złoty ślad na jednym liściu, potem na kolejnym.

Jeszcze nie zabiera lata. Jeszcze pozwala mu zostać.







I może właśnie dlatego wrzesień jest dla mnie tak niezwykły. To miesiąc pomiędzy. Pomiędzy światłem a cieniem, ciepłem a chłodem, tym, co jeszcze trwa, a tym, co już powoli odchodzi.

Wieczorem ogród pachnie inaczej. Trochę mokrą ziemią, trochę jabłkami, trochę dymem z pierwszego ogniska. Z oddali słychać ptaki, które jakby częściej niż wcześniej przypominają nam o swoich dalekich podróżach.

Stoję wtedy jeszcze chwilę i patrzę.

I myślę, że może ogród najlepiej uczy nas właśnie tego, że nic nie musi trwać wiecznie, żeby było piękne.

Że przemijanie też może mieć swój blask. A jesień? Jesień niech wchodzi powoli. Niech jeszcze przez chwilę zostawi otwarte drzwi dla lata. Niech wrześniowy ogród zatrzyma ją na moment między zielenią a złotem, między wspomnieniem a nowym początkiem.




Bo są takie chwile, które chciałoby się zatrzymać. Choćby tylko na chwilę. Choćby między jednym opadającym liściem a drugim.












Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Instagramie.

Komentarze