Nie wszystko da się odCzarować

Są takie dni, kiedy codzienność przestaje być czymś, co po prostu się odhacza. Kiedy poranna kawa nie smakuje jak zwykle, wiadomości od bliskich nie przynoszą ukojenia, a rzeczy, które jeszcze wczoraj wydawały się ważne, nagle tracą znaczenie.



Są trudności, których nie da się rozwiązać jednym dobrym słowem. Zmartwienia, których nie można odłożyć na później. I jest bezsilność… chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy do uniesienia, bo przychodzi moment, w którym człowiek wie, że zrobił wszystko, co mógł, a mimo to niczego nie może już zmienić.

Wtedy inni mogą być obok. Mogą przytulić, wysłuchać, zrobić herbatę, powiedzieć: „jestem”. I to jest ważne. Czasem bardzo ważne. Ale nawet najbliższy człowiek nie może wejść do środka naszego cierpienia. Nie może przeżyć go za nas. Nie może zabrać tego ciężaru i powiedzieć: „już dobrze, teraz ja”.

Bo są rzeczy, które każdy musi przejść sam.

I chyba właśnie to boli najbardziej. Świadomość, że można być otoczonym ludźmi, a jednocześnie doświadczać czegoś, czego nikt poza nami nie jest w stanie naprawdę poczuć.

Odczarowując codzienność, chciałoby się znaleźć w tym wszystkim choć odrobinę światła. I ono czasem rzeczywiście się pojawia. W kubku ciepłej herbaty. W słońcu wpadającym przez okno. W czyimś uśmiechu. W krótkiej rozmowie, która na kilka minut pozwala przestać myśleć. W chwili, w której nagle można się zaśmiać, mimo że jeszcze chwilę wcześniej było się blisko łez, albo nawet płakało…

Tylko że nie każda radość jest lekarstwem ☹

Czasem można się uśmiechnąć i nadal cierpieć. Można cieszyć się pięknym dniem i jednocześnie nosić w sobie coś, czego ten dzień nie potrafi rozjaśnić. Można przeżyć chwilę szczęścia, a później wrócić do tego samego bólu.

I to też jest w porządku.

Nie musimy udawać, że drobne przyjemności potrafią naprawić wszystko. Nie potrafią. Niektórych rzeczy nie przeskoczymy. Niektórych strat nie da się zagłuszyć. Niektórych lęków nie da się przekonać, że „będzie dobrze”.

Może więc pozytywizm nie zawsze powinien polegać na szukaniu szczęśliwego zakończenia?

Może czasem wystarczy znaleźć w sobie siłę, żeby przeżyć kolejny dzień. Bez wielkich deklaracji. Bez udawania, że już jest dobrze. Bez obowiązku bycia dzielnym przez cały czas.

Po prostu… przetrwać.

A jeśli po drodze pojawi się mała chwila szczęścia, przyjąć ją. Nie po to, żeby zapomnieć o cierpieniu. Tylko po to, żeby przez moment przypomnieć sobie, że oprócz bólu istnieje jeszcze coś. Nawet jeśli na razie jest tego bardzo niewiele.

Bo może odczarowanie codzienności nie zawsze oznacza, że codzienność staje się piękna. Czasem oznacza tylko zgodę na to, że jest trudna.

I że mimo wszystko… nadal idziemy.









Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.



Komentarze