Jest taki moment w dorosłym życiu, kiedy orientujesz się, że biegniesz. Tylko… nie do końca pamiętasz dokąd.
Szybciej. Więcej. Lepiej. Produktywniej. Lista zadań odhaczona? Świetnie, oto następna. Odpoczynek? Tak, ale najlepiej efektywny. Spacer? Oczywiście, pod warunkiem że zrobię minimum osiem tysięcy kroków i nagram z tego rolkę.
A potem wychodzę do ogrodu…
Patrzę na pomidory. I wiecie co? One mają głęboko w nosie mój kalendarz. Nie dojrzewają szybciej dlatego, że mam ochotę na sałatkę. Lawenda nie zakwita pod presją. Jabłonka nie budzi się rano z myślą: „No dobra, dziś postaram się być bardziej produktywna”.
Natura ma własne tempo. I jakoś nikt nie ma do niej pretensji.
Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś stanął przed brzozą i powiedział:
„Słuchaj, mogłabyś trochę przyspieszyć z tymi liśćmi? Wszyscy już mają.”
A jednak wobec siebie jesteśmy bezlitośni.
Porównujemy swoje tempo do innych. Czujemy wyrzuty sumienia, kiedy usiądziemy z kawą na tarasie i przez dziesięć minut… po prostu siedzimy. Jakby życie było konkursem na największą liczbę wykonanych zadań przed obiadem.
Coraz częściej i lepiej wychodzi mi odczarowywać codzienność.
Odkrywam, że zwykłe rzeczy wcale nie są zwykłe. Zapach kawy o poranku. Ciepło kubka w dłoniach. Śmiech dziecka. Kot, który z niezwykłą konsekwencją ignoruje wszystkie moje plany. Świeżo upieczony chleb z masłem, który smakuje lepiej niż wymyślne śniadanie jedzone w biegu.
To nie są "przerwy od życia"… To właśnie jest życie.
I nie, nie zawsze pamiętam o tym. Bywają dni, kiedy próbuję zmieścić trzydzieści godzin w dwudziestu czterech. Wtedy świat bardzo uprzejmie przypomina mi, że jestem człowiekiem, a nie aplikacją do zarządzania czasem.
Na szczęście. Bo może wcale nie muszę się spieszyć.
Może mogę żyć swoim rytmem. W swoim tempie. Bez ciągłego poczucia, że jestem spóźniona na własne życie.
Przecież wszystko, co naprawdę ważne, potrzebuje czasu. Przyjaźnie. Miłość. Zaufanie. Leczenie ran. Marzenia. Drzewa. A czasem nawet drożdżowe ciasto, które, ku mojej rozpaczy, również nie reaguje na motywacyjne przemowy 😉
Natura nie przyspiesza. A mimo to wiosna zawsze przychodzi. Lato dojrzewa. Jesień przynosi owoce. Zima daje odpoczynek.
Może więc zamiast ciągle przyspieszać, warto od czasu do czasu zwolnić na tyle, żeby usłyszeć śpiew ptaków, poczuć zapach deszczu i zauważyć, że szczęście bardzo często przychodzi bez fanfar. Przysiada cicho obok nas z kubkiem herbaty lub kawy i czeka, aż wreszcie przestaniemy biec.
A jeśli dziś potrzebujesz przypomnienia, to proszę bardzo:
A teraz jestem ciekawa Ciebie.
Czy też masz czasem wrażenie, że żyjesz szybciej, niż naprawdę chcesz?
Kiedy ostatnio zrobiłaś/zrobiłeś coś bez celu, bez pośpiechu i bez wyrzutów sumienia?
Napisz w komentarzu: co pomaga Ci wracać do własnego rytmu? Chętnie poczytam o Twoich sposobach 💛
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
Szybciej. Więcej. Lepiej. Produktywniej. Lista zadań odhaczona? Świetnie, oto następna. Odpoczynek? Tak, ale najlepiej efektywny. Spacer? Oczywiście, pod warunkiem że zrobię minimum osiem tysięcy kroków i nagram z tego rolkę.
A potem wychodzę do ogrodu…
Patrzę na pomidory. I wiecie co? One mają głęboko w nosie mój kalendarz. Nie dojrzewają szybciej dlatego, że mam ochotę na sałatkę. Lawenda nie zakwita pod presją. Jabłonka nie budzi się rano z myślą: „No dobra, dziś postaram się być bardziej produktywna”.
Natura ma własne tempo. I jakoś nikt nie ma do niej pretensji.
Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś stanął przed brzozą i powiedział:
„Słuchaj, mogłabyś trochę przyspieszyć z tymi liśćmi? Wszyscy już mają.”
A jednak wobec siebie jesteśmy bezlitośni.
Porównujemy swoje tempo do innych. Czujemy wyrzuty sumienia, kiedy usiądziemy z kawą na tarasie i przez dziesięć minut… po prostu siedzimy. Jakby życie było konkursem na największą liczbę wykonanych zadań przed obiadem.
Coraz częściej i lepiej wychodzi mi odczarowywać codzienność.
Odkrywam, że zwykłe rzeczy wcale nie są zwykłe. Zapach kawy o poranku. Ciepło kubka w dłoniach. Śmiech dziecka. Kot, który z niezwykłą konsekwencją ignoruje wszystkie moje plany. Świeżo upieczony chleb z masłem, który smakuje lepiej niż wymyślne śniadanie jedzone w biegu.
To nie są "przerwy od życia"… To właśnie jest życie.
I nie, nie zawsze pamiętam o tym. Bywają dni, kiedy próbuję zmieścić trzydzieści godzin w dwudziestu czterech. Wtedy świat bardzo uprzejmie przypomina mi, że jestem człowiekiem, a nie aplikacją do zarządzania czasem.
Na szczęście. Bo może wcale nie muszę się spieszyć.
Może mogę żyć swoim rytmem. W swoim tempie. Bez ciągłego poczucia, że jestem spóźniona na własne życie.
Przecież wszystko, co naprawdę ważne, potrzebuje czasu. Przyjaźnie. Miłość. Zaufanie. Leczenie ran. Marzenia. Drzewa. A czasem nawet drożdżowe ciasto, które, ku mojej rozpaczy, również nie reaguje na motywacyjne przemowy 😉
Natura nie przyspiesza. A mimo to wiosna zawsze przychodzi. Lato dojrzewa. Jesień przynosi owoce. Zima daje odpoczynek.
Może więc zamiast ciągle przyspieszać, warto od czasu do czasu zwolnić na tyle, żeby usłyszeć śpiew ptaków, poczuć zapach deszczu i zauważyć, że szczęście bardzo często przychodzi bez fanfar. Przysiada cicho obok nas z kubkiem herbaty lub kawy i czeka, aż wreszcie przestaniemy biec.
A jeśli dziś potrzebujesz przypomnienia, to proszę bardzo:
- Nie jesteś spóźniona.
- Nie musisz wszystkiego zrobić natychmiast.
- Możesz żyć swoim rytmem.
- Bo najpiękniejsze rzeczy i tak dzieją się we właściwym czasie.
A teraz jestem ciekawa Ciebie.
Czy też masz czasem wrażenie, że żyjesz szybciej, niż naprawdę chcesz?
Kiedy ostatnio zrobiłaś/zrobiłeś coś bez celu, bez pośpiechu i bez wyrzutów sumienia?
Napisz w komentarzu: co pomaga Ci wracać do własnego rytmu? Chętnie poczytam o Twoich sposobach 💛
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.


Komentarze
Prześlij komentarz