Najważniejsze załatwione, a później… Samurajowie!

Ten dzień zaczęłyśmy tak, jak lubię najbardziej… spokojnie i bez pośpiechu. Była tradycyjna herbata, było trochę słuchania książki, była praca online i w końcu ruszyłyśmy na miasto...

Cel był bardzo konkretny i dla nas niezwykle ważny. Załatwiłyśmy to szybciej niż sądziłyśmy i mogłyśmy zrobić coś zupełnie innego. Pojechałyśmy do Zamku Lubelskiego na wystawę poświęconą Samurajom.



I tutaj muszę się przyznać do czegoś, co pewnie nikogo, kto mnie zna, specjalnie nie zdziwi. To nie jest moja bajka. Nie jest to temat, który szczególnie mnie fascynuje. Nie jest to kultura, przy której serce zaczyna mi mocniej bić. Nie mogę nawet powiedzieć, że ją szczególnie lubię. Mam do niej raczej neutralny stosunek.





Ale jest coś, co lubię chyba jeszcze bardziej niż oglądanie tego, co kocham. Lubię poznawać. Dlatego weszłam. Obejrzałam. Poczytałam. Przyjrzałam się eksponatom. I ani razu nie zabiło mi mocniej serducho. Ani razu nie poczułam tego charakterystycznego drżenia, które pojawia się we mnie wtedy, kiedy oglądam materiały o Egipcie. Tego uczucia, kiedy nagle coś mnie zatrzymuje, kiedy chciałabym wiedzieć wszystko, zobaczyć jeszcze więcej, przeczytać każdą informację, dotknąć historii choćby wyobraźnią. Przy Egipcie moja dusza czasami niemal chce się wyrwać. Tutaj spokojnie spacerowała obok mnie 😉

Ale mimo wszystko cieszę się, że tam pojechałyśmy. Bo przecież nie wszystko musi być „nasze”.








Nie każda wystawa musi zachwycać. Nie każda historia musi poruszać najczulsze struny. Nie wszystko musi sprawiać, że wychodzimy z zachwytem i myślimy o tym jeszcze przez kilka następnych dni.

Czasami wystarczy po prostu dowiedzieć się czegoś nowego.

Samurajowie, ich historia, kultura, kodeks, broń, zbroje i sposób życia są przecież częścią ogromnego dziedzictwa Japonii. Można spojrzeć na nie z ciekawością, nawet jeśli serce bije mocniej zupełnie gdzie indziej. I chyba właśnie dlatego lubię wystawy. Bo nigdy nie wiem, co z nich zabiorę. Czasami zabieram zachwyt. Czasami wzruszenie. Czasami kolejne pytania.






A czasami tylko jedną nową informację i świadomość, że właśnie poznałam kawałek świata, którego wcześniej nie znałam.

Tamtego dnia zabrałam przede wszystkim coś innego. Radość z tego, że najważniejsza sprawa na tamtą chwilę została załatwiona.







Egipt natomiast… No cóż. Egipt nadal ma moje serce❤️









Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Instagramie.

Komentarze