Są takie dni, kiedy człowiekowi wydaje się, że Wszechświat osobiście wpisał go na listę osób do prześladowania. Kawa wylewa się na świeżo założoną sukienkę, autobus odjeżdża sprzed nosa, komputer odmawia współpracy, a na koniec okazuje się, że klucze, których szukaliśmy od dziesięciu minut, cały czas trzymaliśmy w ręce. Niby nic wielkiego. Ale wystarczy kilka takich drobiazgów i zaczynamy podejrzewać, że ktoś rzucił na nas urok.
Tekla Nuszka z powieści Olgi Rudnickiej „Zgiń, przepadnij” nie musi niczego podejrzewać. Ona ma pewność. Pech towarzyszy jej bowiem od zawsze, a rodzina i mieszkańcy rodzinnej miejscowości tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że dziewczyna jest chodzącym nieszczęściem. Kiedy tuż przed trzydziestymi trzecimi urodzinami Tekla jednego dnia traci pracę, narzeczonego i przyjaciółkę, trudno nie dojść do wniosku, że los urządził sobie z niej wyjątkowo kiepski żart.
Tekla postanawia więc uciec od dotychczasowego życia i zamieszkać u kuzynki Dominiki. I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwy festiwal pecha, przesądów, amuletów, zaklęć i sytuacji, przy których zdrowy rozsądek powinien czym prędzej spakować walizkę i wyjechać na urlop.
Największą siłą tej książki jest sposób, w jaki Olga Rudnicka potrafi zamienić zwyczajne problemy w coś absolutnie absurdalnego. „Zgiń, przepadnij” nie jest bowiem tylko historią o kryminalnej zagadce. To przede wszystkim opowieść o tym, jak łatwo człowiek może uwierzyć, że jego życie jest przeklęte szczególnie gdy każdy kolejny zbieg okoliczności zdaje się tę teorię potwierdzać.
Autorka bawi się ludowymi przesądami i sposobami na odganianie pecha, doprowadzając je niemal do granic absurdu. Amulety, rytuały, zaklęcia i wszelkiego rodzaju „sprawdzone” metody na odczynienie nieszczęścia stają się elementem codzienności Tekli. A skoro w grę wchodzą jeszcze nocne wizyty na cmentarzu i trup, robi się naprawdę ciekawie.
I właśnie tutaj Olga Rudnicka pokazuje swój charakterystyczny humor. Jest lekko, ironicznie, momentami groteskowo, a dialogi potrafią rozbroić nawet wtedy, gdy sytuacja bohaterów zdecydowanie nie nadaje się do śmiechu. Kryminał miesza się z komedią, a groźnie wyglądające wydarzenia zostają podane z takim przymrużeniem oka, że zamiast nerwowo obgryzać paznokcie, czytelnik najczęściej po prostu się śmieje.
Tekla jest bohaterką, którą trudno jednoznacznie zaszufladkować. Z jednej strony rozsądna kobieta, która potrafi logicznie tłumaczyć kolejne nieszczęścia. Z drugiej, ktoś, kto jednak nie odważy się całkowicie zignorować rodzinnych wierzeń i na wszelki wypadek korzysta z amuletów oraz rytuałów.
I chyba właśnie dlatego tak łatwo ją polubić.
Bo kto z nas nigdy nie pomyślał: „To niemożliwe, żeby to był przypadek”? Kto nie odpukał w niemalowane? Kto nie wrócił do domu, bo zapomniał czegoś ważnego, a potem pomyślał, że może właśnie uniknął katastrofy? Olga Rudnicka bierze te drobne ludzkie słabości i robi z nich literacką karuzelę.
A kiedy do tej karuzeli dosiadają się Dominika, trup i cała kolekcja przesądów, trudno już wysiąść 😉
Jeśli ktoś oczekuje klasycznego kryminału, w którym każdy szczegół prowadzi do rozwiązania skomplikowanej zagadki, może być odrobinę zaskoczony. W „Zgiń, przepadnij” kryminalna intryga jest ważna, ale równie istotne są perypetie bohaterek i komediowy charakter całej historii. To przede wszystkim lekka komedia kryminalna, a nie ponury thriller.
I bardzo dobrze!
Nie każda książka musi przecież zmuszać nas do analizowania odcisków palców, motywów zbrodni i drzewa genealogicznego podejrzanych. Czasem chcemy po prostu usiąść, otworzyć książkę i przez kilka godzin zapomnieć, że istnieją rachunki, korki, poniedziałki i maile zaczynające się od słów „uprzejmie przypominam”.
„Zgiń, przepadnij” właśnie taką funkcję spełnia. Odczarowuje codzienność humorem.
Olga Rudnicka udowadnia, że nawet pech może być materiałem na dobrą zabawę. Jej bohaterowie wpadają w kolejne tarapaty, ale czytelnik zamiast współczuć im bez końca, z zaciekawieniem czeka na następny absurdalny zwrot wydarzeń.
To książka dla tych, którzy lubią czarny humor, komedię kryminalną, pechowych bohaterów i historie, w których zdrowy rozsądek przegrywa z przesądami. To także dobra propozycja na moment, kiedy mamy ochotę odłożyć cięższe lektury i po prostu się rozerwać.
Bo czasem najlepszym sposobem na własnego pecha nie jest amulet, zaklęcie ani wyprawa na cmentarz.
Wystarczy dobra książka.
A jeśli po jej przeczytaniu nadal wszystko idzie nie tak…cóż… zawsze można zwalić winę na Teklę.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
Tekla Nuszka z powieści Olgi Rudnickiej „Zgiń, przepadnij” nie musi niczego podejrzewać. Ona ma pewność. Pech towarzyszy jej bowiem od zawsze, a rodzina i mieszkańcy rodzinnej miejscowości tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że dziewczyna jest chodzącym nieszczęściem. Kiedy tuż przed trzydziestymi trzecimi urodzinami Tekla jednego dnia traci pracę, narzeczonego i przyjaciółkę, trudno nie dojść do wniosku, że los urządził sobie z niej wyjątkowo kiepski żart.
Tekla postanawia więc uciec od dotychczasowego życia i zamieszkać u kuzynki Dominiki. I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwy festiwal pecha, przesądów, amuletów, zaklęć i sytuacji, przy których zdrowy rozsądek powinien czym prędzej spakować walizkę i wyjechać na urlop.
Największą siłą tej książki jest sposób, w jaki Olga Rudnicka potrafi zamienić zwyczajne problemy w coś absolutnie absurdalnego. „Zgiń, przepadnij” nie jest bowiem tylko historią o kryminalnej zagadce. To przede wszystkim opowieść o tym, jak łatwo człowiek może uwierzyć, że jego życie jest przeklęte szczególnie gdy każdy kolejny zbieg okoliczności zdaje się tę teorię potwierdzać.
Autorka bawi się ludowymi przesądami i sposobami na odganianie pecha, doprowadzając je niemal do granic absurdu. Amulety, rytuały, zaklęcia i wszelkiego rodzaju „sprawdzone” metody na odczynienie nieszczęścia stają się elementem codzienności Tekli. A skoro w grę wchodzą jeszcze nocne wizyty na cmentarzu i trup, robi się naprawdę ciekawie.
I właśnie tutaj Olga Rudnicka pokazuje swój charakterystyczny humor. Jest lekko, ironicznie, momentami groteskowo, a dialogi potrafią rozbroić nawet wtedy, gdy sytuacja bohaterów zdecydowanie nie nadaje się do śmiechu. Kryminał miesza się z komedią, a groźnie wyglądające wydarzenia zostają podane z takim przymrużeniem oka, że zamiast nerwowo obgryzać paznokcie, czytelnik najczęściej po prostu się śmieje.
Tekla jest bohaterką, którą trudno jednoznacznie zaszufladkować. Z jednej strony rozsądna kobieta, która potrafi logicznie tłumaczyć kolejne nieszczęścia. Z drugiej, ktoś, kto jednak nie odważy się całkowicie zignorować rodzinnych wierzeń i na wszelki wypadek korzysta z amuletów oraz rytuałów.
I chyba właśnie dlatego tak łatwo ją polubić.
Bo kto z nas nigdy nie pomyślał: „To niemożliwe, żeby to był przypadek”? Kto nie odpukał w niemalowane? Kto nie wrócił do domu, bo zapomniał czegoś ważnego, a potem pomyślał, że może właśnie uniknął katastrofy? Olga Rudnicka bierze te drobne ludzkie słabości i robi z nich literacką karuzelę.
A kiedy do tej karuzeli dosiadają się Dominika, trup i cała kolekcja przesądów, trudno już wysiąść 😉
Jeśli ktoś oczekuje klasycznego kryminału, w którym każdy szczegół prowadzi do rozwiązania skomplikowanej zagadki, może być odrobinę zaskoczony. W „Zgiń, przepadnij” kryminalna intryga jest ważna, ale równie istotne są perypetie bohaterek i komediowy charakter całej historii. To przede wszystkim lekka komedia kryminalna, a nie ponury thriller.
I bardzo dobrze!
Nie każda książka musi przecież zmuszać nas do analizowania odcisków palców, motywów zbrodni i drzewa genealogicznego podejrzanych. Czasem chcemy po prostu usiąść, otworzyć książkę i przez kilka godzin zapomnieć, że istnieją rachunki, korki, poniedziałki i maile zaczynające się od słów „uprzejmie przypominam”.
„Zgiń, przepadnij” właśnie taką funkcję spełnia. Odczarowuje codzienność humorem.
Olga Rudnicka udowadnia, że nawet pech może być materiałem na dobrą zabawę. Jej bohaterowie wpadają w kolejne tarapaty, ale czytelnik zamiast współczuć im bez końca, z zaciekawieniem czeka na następny absurdalny zwrot wydarzeń.
To książka dla tych, którzy lubią czarny humor, komedię kryminalną, pechowych bohaterów i historie, w których zdrowy rozsądek przegrywa z przesądami. To także dobra propozycja na moment, kiedy mamy ochotę odłożyć cięższe lektury i po prostu się rozerwać.
Bo czasem najlepszym sposobem na własnego pecha nie jest amulet, zaklęcie ani wyprawa na cmentarz.
Wystarczy dobra książka.
A jeśli po jej przeczytaniu nadal wszystko idzie nie tak…cóż… zawsze można zwalić winę na Teklę.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze
Prześlij komentarz