Kiedy nawet pogrzebanie żywcem nie jest końcem świata

Są takie książki, po które sięgamy nie dlatego, że koniecznie chcemy rozwiązać skomplikowaną zagadkę kryminalną, lecz dlatego, że potrzebujemy na chwilę odczarować codzienność. Oderwać się od rachunków, korków, poniedziałkowych pobudek i wszystkich tych drobnych katastrof, które wydają się ogromne, dopóki nie okaże się, że można zostać pogrzebanym żywcem. Wtedy perspektywa natychmiast się zmienia.



I właśnie w tym miejscu pojawia się Olga Rudnicka ze swoją Matyldą Dominiczak.

„Między młotem a imadłem” to siódmy tom przygód prywatnej detektywki, która zdecydowanie nie należy do osób potrafiących przejść obok kłopotów obojętnie. Tym razem Matylda znika, a właściwie, zgodnie z najlepszymi standardami jej życia, zapada się pod ziemię. I nie jest to metafora. Bohaterka zostaje pogrzebana żywcem, a to, jak szybko sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, pokazuje, że w świecie Matyldy nawet najgorszy scenariusz może mieć ciąg dalszy.

Matylda Dominiczak jest jedną z tych bohaterek, przy których trudno zachować powagę. Nie dlatego, że wszystko traktuje lekko, ale dlatego, że jej sposób reagowania na rzeczywistość jest absolutnie nieprzewidywalny.

Prowadzone przez nią śledztwo dotyczące zaginięcia kobiet prowadzi ją w sam środek wojny gangów. Policja również zaczyna interesować się sprawą, a komisarz Marecki próbuje odnaleźć Matyldę. Problem w tym, że nikt do końca nie wie, gdzie ona jest, co właściwie się wydarzyło i komu można ufać.

Brzmi jak ponury kryminał? Nic bardziej mylnego!

Olga Rudnicka bierze sytuację, która w normalnych warunkach mogłaby przyprawić człowieka o palpitacje, i dorzuca do niej komizm sytuacyjny, absurd oraz dialogi, które skutecznie rozbrajają napięcie. To właśnie charakterystyczne połączenie kryminału i komedii sprawia, że książkę czyta się lekko, nawet kiedy bohaterowie znajdują się w sytuacjach zdecydowanie mniej lekkich.

I chyba właśnie humor jest największą siłą tej powieści.

Olga Rudnicka przypomina, że czasami wystarczy spojrzeć na rzeczywistość z odpowiedniego dystansu, żeby to, co przed chwilą wydawało się dramatem, stało się… całkiem zabawnym epizodem.

Matylda ma do pokonania gangsterów, tajemnice, zaginięcia i własne kłopoty. Czytelnik natomiast może spokojnie siedzieć w fotelu i obserwować ten chaos z bezpiecznej odległości.

To bardzo przyjemny układ.

Autorka odczarowuje codzienność poprzez absurd. Pokazuje, że świat nie zawsze musi być poważny, logiczny i przewidywalny. Czasami można się po prostu roześmiać. Nawet wtedy, kiedy sytuacja zdecydowanie nie nadaje się do śmiechu.

I może właśnie dlatego „Między młotem a imadłem” tak dobrze sprawdza się jako książka na poprawę humoru. Czytelnicy zwracają uwagę właśnie na tę funkcję powieści, połączenie kryminalnej intrygi z dużą dawką humoru i lekką formą.

W książkach Olgi Rudnickiej podoba mi się też to, że kryminał nie musi oznaczać nieustannego mroku, trupów i ponurych detektywów patrzących spode łba. Czy ja już tego nie pisałam? 😉

Tutaj jest zagadka, są niebezpieczne sytuacje, jest przestępczy półświatek, ale obok tego funkcjonują bohaterowie ze swoimi dziwactwami, słabościami i bardzo ludzkimi reakcjami.

Matylda nie jest super bohaterką z peleryną. Jest raczej kobietą, która ma wyjątkowy talent do pakowania się w tarapaty i równie wyjątkowy talent do wychodzenia z nich.

I właśnie dzięki temu łatwo ją polubić.

„Między młotem a imadłem” nie próbuje zmieniać świata ani udowadniać, że literatura musi nieustannie mówić o sprawach wielkich i ważnych.

Jej zadanie jest znacznie prostsze. Ma bawić. I robi to całkiem skutecznie.

To książka dla tych, którzy po ciężkim dniu chcą usiąść z lekturą i przez kilka godzin zapomnieć o własnych problemach. Bo kiedy obserwujemy Matyldę walczącą o wyjście z kolejnych absurdalnych tarapatów, nagle własne kłopoty zaczynają wydawać się zdecydowanie bardziej znośne.

Nie działa internet? Trudno. Kawa wystygła? Przeżyjemy. Autobus uciekł? Zdarza się. Przecież zawsze mogło być gorzej. Można było zostać pogrzebanym żywcem 😉

Olga Rudnicka po raz kolejny pokazuje, że kryminał może mieć poczucie humoru, a bohaterka nie musi być nieomylnym geniuszem, żeby wciągnąć czytelnika w swoją historię.

„Między młotem a imadłem” to przede wszystkim lekka, dynamiczna i pełna absurdalnych sytuacji komedia kryminalna. Jeżeli potrzebujecie książki, która pozwoli na chwilę oderwać się od codzienności i spojrzeć na świat z przymrużeniem oka to Matylda Dominiczak może okazać się bardzo dobrym wyborem.

Bo czasami najlepszym sposobem na odczarowanie codzienności jest po prostu dobry śmiech 😊 A jeśli przy okazji trzeba rozwiązać zagadkę, uciec gangsterom i wydostać się z grobu?

Cóż…

Matylda jakoś sobie poradzi. A my możemy spokojnie czytać dalej.






Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze