Tym razem do Lublina pojechaliśmy wszyscy. No dobrze… „pojechaliśmy” to może trochę za dużo powiedziane, bo pobyt trwał całe… półtorej doby. Przyjechaliśmy, przenocowaliśmy, trochę pozwiedzaliśmy i już w niedzielę, wczesnym popołudniem, byliśmy w drodze powrotnej. Ale zawsze coś 😉
Kiedy dotarliśmy na miejsce, M. dostał telefon, który trochę zmienił atmosferę naszego przyjazdu. Mimo wszystko postanowiliśmy nie rezygnować z planów. Życie, nawet w takich chwilach, musi się przecież jakoś toczyć dalej.
Dlatego podjechaliśmy na obiad do „Sielsko Anielsko”. Najpierw coś dla ciała, potem coś dla ducha i w drogę.
Po posiłku przeszliśmy się w stronę Portalu, który bardzo chciałam pokazać młodym i M. Chwilę pospacerowaliśmy, nacieszyliśmy się miastem, a potem wróciliśmy na moment do mieszkania.
Tym razem naszym celem był Park Ludowy, gdzie odbywał się Piknik Rodzinny „Lata z Radiem”. A że właśnie rozpoczęły się 709 urodziny Lublina, które mają potrwać aż do 17 sierpnia, atrakcji było naprawdę mnóstwo.
Tyle że człowiek musiałby chyba przeprowadzić się do Lublina na cały ten czas, żeby zobaczyć choć połowę 😉
Zaglądaliśmy tu i tam, sprawdzaliśmy przygotowane atrakcje i zdecydowanie nie mieliśmy poczucia, że można się nudzić.
Jednym z ciekawszych miejsc było stanowisko Centrum Nauki Kopernik.
A wieczorem — koncert!
Później podjechaliśmy na Starówkę. Na Placu Zamkowym o 20:00 miał rozpocząć się koncert, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu. A skoro mieliśmy czas, to oczywiście należało go odpowiednio wykorzystać. 😉
Usiedliśmy w pubie na powietrzu. Były drinki, było piwo, była pizza. Czyli zestaw całkiem odpowiedni przed koncertem i, co najważniejsze, zgodny z zasadą, że zwiedzanie miasta najlepiej przeplatać jedzeniem.
Naprawdę nie spodziewałam się aż takich tłumów. Plac Zamkowy szybko zaczął się zapełniać, a znalezienie miejsca, z którego dałoby się coś sensownie zobaczyć, graniczyło z małym cudem.
W pewnym momencie uznałam więc, że dalsze próby przebicia się do przodu nie mają większego sensu. Zostało nam oglądanie koncertu trochę z boku, nam z M krócej, ale Młodzi zostali prawie do końca…
Mimo tłumów, atmosfera była świetna, a sam wieczór miał w sobie coś wyjątkowego. Lublin zdecydowanie potrafi świętować.
I już trzeba było wracać…
Niestety, nasz ekspresowy lubelski wypad powoli dobiegał końca.
W niedzielę wróciliśmy wcześniej, niż początkowo planowaliśmy, ale zanim ruszyliśmy do domu, jeszcze raz pojechaliśmy na Starówkę. Tym razem głównie po to, żeby zjeść szybki obiad.
Niby tylko jedna noc. Niby wróciliśmy wcześniej, niż planowaliśmy. A jednak udało się trochę pochodzić, coś zobaczyć, poeksperymentować, zjeść, posiedzieć, posłuchać muzyki i przede wszystkim pobyć razem.
A Lublin?
No cóż… zdecydowanie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Mam nadzieję, że następnym razem wrócimy tam na dłużej.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, M. dostał telefon, który trochę zmienił atmosferę naszego przyjazdu. Mimo wszystko postanowiliśmy nie rezygnować z planów. Życie, nawet w takich chwilach, musi się przecież jakoś toczyć dalej.
Dlatego podjechaliśmy na obiad do „Sielsko Anielsko”. Najpierw coś dla ciała, potem coś dla ducha i w drogę.
Po posiłku przeszliśmy się w stronę Portalu, który bardzo chciałam pokazać młodym i M. Chwilę pospacerowaliśmy, nacieszyliśmy się miastem, a potem wróciliśmy na moment do mieszkania.
Tym razem naszym celem był Park Ludowy, gdzie odbywał się Piknik Rodzinny „Lata z Radiem”. A że właśnie rozpoczęły się 709 urodziny Lublina, które mają potrwać aż do 17 sierpnia, atrakcji było naprawdę mnóstwo.
Tyle że człowiek musiałby chyba przeprowadzić się do Lublina na cały ten czas, żeby zobaczyć choć połowę 😉
Zaglądaliśmy tu i tam, sprawdzaliśmy przygotowane atrakcje i zdecydowanie nie mieliśmy poczucia, że można się nudzić.
Jednym z ciekawszych miejsc było stanowisko Centrum Nauki Kopernik.
W jednym z namiotów czekały mikroskopy, pod którymi można było sprawdzić, co właściwie kryje się w probówkach. A ponieważ wszystko można było nie tylko oglądać, ale też samodzielnie sprawdzać i eksperymentować, było naprawdę ciekawie.
Było oczywiście mnóstwo innych doświadczeń, ciekawostek i rzeczy, których normalnie raczej nie ogląda się podczas zwykłego spaceru po parku.
Chyba najbardziej zadowolony był V. Wcześniej nigdy nie był na czymś takim, więc dla niego była to zupełnie nowa przygoda. I chyba właśnie takie momenty lubię najbardziej… kiedy widzę, że coś naprawdę kogoś wciągnęło, a nie tylko zostało odhaczone na zasadzie „byliśmy, zobaczyliśmy, jedziemy dalej”.
Było oczywiście mnóstwo innych doświadczeń, ciekawostek i rzeczy, których normalnie raczej nie ogląda się podczas zwykłego spaceru po parku.
Chyba najbardziej zadowolony był V. Wcześniej nigdy nie był na czymś takim, więc dla niego była to zupełnie nowa przygoda. I chyba właśnie takie momenty lubię najbardziej… kiedy widzę, że coś naprawdę kogoś wciągnęło, a nie tylko zostało odhaczone na zasadzie „byliśmy, zobaczyliśmy, jedziemy dalej”.
A wieczorem — koncert!
Później podjechaliśmy na Starówkę. Na Placu Zamkowym o 20:00 miał rozpocząć się koncert, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu. A skoro mieliśmy czas, to oczywiście należało go odpowiednio wykorzystać. 😉
Usiedliśmy w pubie na powietrzu. Były drinki, było piwo, była pizza. Czyli zestaw całkiem odpowiedni przed koncertem i, co najważniejsze, zgodny z zasadą, że zwiedzanie miasta najlepiej przeplatać jedzeniem.
Naprawdę nie spodziewałam się aż takich tłumów. Plac Zamkowy szybko zaczął się zapełniać, a znalezienie miejsca, z którego dałoby się coś sensownie zobaczyć, graniczyło z małym cudem.
W pewnym momencie uznałam więc, że dalsze próby przebicia się do przodu nie mają większego sensu. Zostało nam oglądanie koncertu trochę z boku, nam z M krócej, ale Młodzi zostali prawie do końca…
Mimo tłumów, atmosfera była świetna, a sam wieczór miał w sobie coś wyjątkowego. Lublin zdecydowanie potrafi świętować.
I już trzeba było wracać…
Niestety, nasz ekspresowy lubelski wypad powoli dobiegał końca.
W niedzielę wróciliśmy wcześniej, niż początkowo planowaliśmy, ale zanim ruszyliśmy do domu, jeszcze raz pojechaliśmy na Starówkę. Tym razem głównie po to, żeby zjeść szybki obiad.
Niby tylko jedna noc. Niby wróciliśmy wcześniej, niż planowaliśmy. A jednak udało się trochę pochodzić, coś zobaczyć, poeksperymentować, zjeść, posiedzieć, posłuchać muzyki i przede wszystkim pobyć razem.
A Lublin?
No cóż… zdecydowanie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Mam nadzieję, że następnym razem wrócimy tam na dłużej.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
























Komentarze
Prześlij komentarz