Są miejsca, o których trudno pisać, bo każde słowo wydaje się niewystarczające, banalne, a zdjęcia nie są w stanie uchwycić tego, co widzą oczy (zwłaszcza robione telefonem, bo za każdym razem jak wychodziłyśmy, zapominałyśmy aparatu 😉 ). Tak właśnie było, kiedy weszłyśmy do Kaplica Trójcy Świętej i zdecydowanie obie nie byłyśmy przygotowane na to, co zobaczymy…
Już od progu poczułam, że to nie jest zwykłe miejsce. Cisza była inna… głębsza, bardziej obecna. A potem spojrzałam w górę… i na chwilę naprawdę zabrakło mi słów, serce zaczęło bić mocniej i pojawiło się wzruszenie...
Ściany i sklepienie pokryte freskami, które wydają się żyć własnym rytmem. Kolory, mimo upływu wieków, wciąż intensywne, jakby ktoś dopiero co odłożył pędzel. Każdy fragment przestrzeni opowiada historię, ale nie w sposób oczywisty. Raczej zaprasza, żeby się zatrzymać i patrzeć. Patrzeć długo i uważnie... Pierwszy raz widziałam COŚ TAK NIEZWYKŁEGO, a wiele podobnych miejsc nie tylko w kraju a i za granicą zwiedzałam.
To było jedno z tych doświadczeń, kiedy nie ma potrzeby się spieszyć. Kiedy czas przestaje mieć znaczenie, a wszystko, co ważne, dzieje się „tu i teraz”. Stałam tam, próbując objąć wzrokiem całość, ale szybko zrozumiałam, że to niemożliwe. Ta Kaplica nie jest do „obejrzenia”. Ona zdecydowanie jest do przeżycia…
Było w tym coś niemal nierealnego. Połączenie sztuki, historii i duchowości, które tworzy przestrzeń wykraczającą poza codzienność. A jednocześnie, paradoksalnie, bardzo do niej prowadzącą.
Jak rzadko pozwalamy sobie na zachwyt? Na prawdziwe zatrzymanie się, bez analizowania, bez oceniania. Tylko bycie w obecności czegoś, co nas porusza?
Ta chwila w Kaplicy była jak wyrwa w zwykłym dniu. Jak przypomnienie, że magia nie jest czymś odległym ani zarezerwowanym dla wyjątkowych momentów. Ona istnieje, czasem ukryta w miejscach, które mijamy, nie zdając sobie sprawy z tego co kryją.
Wyszłam stamtąd w ciszy, wzruszona, drżąca, tak jakby coś we mnie nie chciało jeszcze wracać do codzienności…
I może właśnie dlatego Kaplica Trójcy Świętej w Lublinie zostaje w człowieku na długo? Nie jako wspomnienie, a jako odczucie…
Niestety… zdjęcia jak widzisz, nie oddają w pełni tego cudu, zwłaszcza robione telefonem, dlatego bardzo Cię zachęcam do odwiedzenia tego miejsca i POCZUCIA…
Wychodząc z Zamku, miałam w sobie dziwny spokój. Nie euforię, nie przytłoczenie. Coś pomiędzy cichą świadomością, że każdy dzień, nawet najbardziej zwyczajny, jest darem, który tak łatwo przeoczyć. I może właśnie dlatego warto czasem zajrzeć w przeszłość? Nie po to, żeby w niej zostać, ale żeby lepiej zobaczyć to, co mamy teraz.
I pomyślałam sobie, że czasem wystarczy jedno popołudnie, jedna polecona przez sympatyczną nieznajomą wystawa, jedno „pierwszy raz”, żeby zobaczyć codzienność inaczej. Nie jako coś powtarzalnego, ale jako fragment większej opowieści, która wciąż się pisze, także naszymi małymi krokami…
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
Już od progu poczułam, że to nie jest zwykłe miejsce. Cisza była inna… głębsza, bardziej obecna. A potem spojrzałam w górę… i na chwilę naprawdę zabrakło mi słów, serce zaczęło bić mocniej i pojawiło się wzruszenie...
Ściany i sklepienie pokryte freskami, które wydają się żyć własnym rytmem. Kolory, mimo upływu wieków, wciąż intensywne, jakby ktoś dopiero co odłożył pędzel. Każdy fragment przestrzeni opowiada historię, ale nie w sposób oczywisty. Raczej zaprasza, żeby się zatrzymać i patrzeć. Patrzeć długo i uważnie... Pierwszy raz widziałam COŚ TAK NIEZWYKŁEGO, a wiele podobnych miejsc nie tylko w kraju a i za granicą zwiedzałam.
To było jedno z tych doświadczeń, kiedy nie ma potrzeby się spieszyć. Kiedy czas przestaje mieć znaczenie, a wszystko, co ważne, dzieje się „tu i teraz”. Stałam tam, próbując objąć wzrokiem całość, ale szybko zrozumiałam, że to niemożliwe. Ta Kaplica nie jest do „obejrzenia”. Ona zdecydowanie jest do przeżycia…
Było w tym coś niemal nierealnego. Połączenie sztuki, historii i duchowości, które tworzy przestrzeń wykraczającą poza codzienność. A jednocześnie, paradoksalnie, bardzo do niej prowadzącą.
Jak rzadko pozwalamy sobie na zachwyt? Na prawdziwe zatrzymanie się, bez analizowania, bez oceniania. Tylko bycie w obecności czegoś, co nas porusza?
Ta chwila w Kaplicy była jak wyrwa w zwykłym dniu. Jak przypomnienie, że magia nie jest czymś odległym ani zarezerwowanym dla wyjątkowych momentów. Ona istnieje, czasem ukryta w miejscach, które mijamy, nie zdając sobie sprawy z tego co kryją.
Wyszłam stamtąd w ciszy, wzruszona, drżąca, tak jakby coś we mnie nie chciało jeszcze wracać do codzienności…
I może właśnie dlatego Kaplica Trójcy Świętej w Lublinie zostaje w człowieku na długo? Nie jako wspomnienie, a jako odczucie…
Niestety… zdjęcia jak widzisz, nie oddają w pełni tego cudu, zwłaszcza robione telefonem, dlatego bardzo Cię zachęcam do odwiedzenia tego miejsca i POCZUCIA…
Wychodząc z Zamku, miałam w sobie dziwny spokój. Nie euforię, nie przytłoczenie. Coś pomiędzy cichą świadomością, że każdy dzień, nawet najbardziej zwyczajny, jest darem, który tak łatwo przeoczyć. I może właśnie dlatego warto czasem zajrzeć w przeszłość? Nie po to, żeby w niej zostać, ale żeby lepiej zobaczyć to, co mamy teraz.
I pomyślałam sobie, że czasem wystarczy jedno popołudnie, jedna polecona przez sympatyczną nieznajomą wystawa, jedno „pierwszy raz”, żeby zobaczyć codzienność inaczej. Nie jako coś powtarzalnego, ale jako fragment większej opowieści, która wciąż się pisze, także naszymi małymi krokami…
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.












Komentarze
Prześlij komentarz