„Zabiłaś mnie pierwsza”


John Marrs po raz kolejny udowadnia, że doskonale odnajduje się w thrillerach psychologicznych, w których największym zagrożeniem nie jest obcy morderca, lecz ludzie, których mamy najbliżej. „Zabiłaś mnie pierwsza” to historia o relacjach, sekretach i emocjach, które powoli wymykają się spod kontroli.




Książka rozpoczyna się niezwykle mocnym prologiem kiedy to kobieta budzi się związana, uwięziona w samym środku ogniska. Czytelnik od pierwszych stron wie, że wydarzy się coś strasznego, ale nie wie jeszcze kto, dlaczego i jak do tego doszło. Autor umiejętnie prowadzi nas do tego momentu, cofając się w czasie i odsłaniając losy trzech kobiet.

Margot, Anna i Liv to sąsiadki, które z pozoru łączy zwyczajna, codzienna relacja. Z czasem jednak okazuje się, że pod powierzchnią uprzejmości i rozmów o niczym kryją się zazdrość, żal, manipulacja i bolesne tajemnice. Autor pokazuje, jak cienka bywa granica między przyjaźnią a wrogością i jak łatwo ją przekroczyć.

Dla mnie największą siłą powieści jest psychologia postaci. Każda z bohaterek została skonstruowana w taki sposób, że trudno ją jednoznacznie ocenić. Marrs nie podaje prostych odpowiedzi, zmusza czytelnika do ciągłego zmieniania opinii i podejrzeń. Narracja z różnych perspektyw sprawia, że historia jest dynamiczna i wciągająca, a napięcie rośnie z każdym rozdziałem.

To historia o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, pozornie zwyczajnym życiu i mrocznych sekretach, które prędzej czy później wychodzą na światło dzienne. To książka o tym, że czasem największe zagrożenie czai się tuż za ścianą, albo po drugiej stronie uśmiechu.









Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze