Przedwiośnie na wsi

Przedwiośnie nie jest pocztówkowe. To nie jest jeszcze ta wieś z folderów turystycznych z soczystą zielenią, łanami zbóż i bocianem na tle błękitu. To raczej pora przejściowa: ziemia ciężka od wilgoci, śnieg w cieniu stodoły, wiatr, który pachnie jednocześnie zimą i obietnicą wiosny. A jednak właśnie wtedy najłatwiej odczarować codzienność.



Na wsi przedwiośnie słychać wcześniej, niż widać. Najpierw jest kapanie… rytmiczne, uparte. Potem skrzypienie furtki, która przez całą zimę była zamknięta. Wreszcie pierwszy traktor przejeżdżający drogą, zostawiający za sobą smugę zapachu ziemi. To nie spektakularne wydarzenia, raczej drobne sygnały, że coś się poruszyło.

Codzienność zimą potrafi skamienieć. Dni są podobne do siebie, obowiązki powtarzalne. Łatwo wpaść w tryb „byle do wiosny”. A przecież przedwiośnie jest właśnie o tym, że nic nie dzieje się „byle”. Każde słońce ma znaczenie. Każda kałuża odbijająca niebo jest małym lustrem, w którym można zobaczyć więcej niż tylko chmury.


Spacer polną drogą w marcu to lekcja uważności. Trzeba patrzeć pod nogi, bo błoto nie wybacza nieuwagi. Ale kiedy już zwolnimy, zaczynamy dostrzegać detale… pierwsze pąki na gałęziach, zmarzniętą trawę podnoszącą się po nocnym przymrozku, ptaki, które wróciły i testują swoje głosy. Wieś w tym czasie nie udaje, że jest piękna. Ona jest prawdziwa. A prawda ma w sobie coś kojącego, ale również pięknego.


Odczarowanie codzienności nie polega na wielkich zmianach. To raczej przesunięcie akcentu. Z „muszę” na „mogę”. Z „znowu to samo” na „jeszcze raz, ale inaczej”. Rozpalanie w piecu przestaje być obowiązkiem, a staje się rytuałem. Kubek herbaty wypity na schodach, małą celebracją. Nawet mycie kaloszy z błota nabiera sensu, gdy pomyślimy, że to błoto jest zapowiedzią życia.

Przedwiośnie uczy cierpliwości. Nic nie przyspieszy wzrostu trawy. Nie da się wymusić liści na drzewach. Można tylko być w pół drogi między zimą a wiosną. I może właśnie to „pomiędzy” jest najcenniejsze. Bo przypomina, że codzienność nie musi być ani spektakularna, ani idealna, żeby była dobra.



Wieś w przedwiośniu nie jest romantyczna. Jest szczera. A szczerość ma w sobie moc odczarowywania. Gdy przestajemy czekać na „lepszy moment”, zaczynamy widzieć, że ten moment już trwa… w kroplach topniejącego śniegu, w zapachu mokrej ziemi, w cichym przekonaniu, że wszystko budzi się powoli, ale nieuchronnie.

I może właśnie dlatego przedwiośnie jest piękne. Nie dlatego, że zachwyca. Ale dlatego, że uczy patrzeć.












Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze