„Wszystko zostaje w rodzinie” to moja pierwsza książka Johna Marrsa i przyznaję, że sięgałam po nią z lekką ciekawością, ale też bez konkretnych oczekiwań. Wiedziałam jedynie, że autor słynie z mrocznych thrillerów psychologicznych. Po lekturze mogę powiedzieć jedno… to było intensywne doświadczenie, takie jak lubię i od razu po skończeniu zaczęłam słuchać kolejnej książki 😉
Historia Mii i Finna zaczyna się jak spełnienie marzeń… Stary dom, nowe życie, dziecko w drodze. Ten spokój bardzo szybko zostaje jednak zaburzony. Gdy podczas remontu bohaterowie odkrywają tajemniczą wiadomość, atmosfera robi się coraz bardziej duszna, a ja z każdą kolejną stroną czułam narastający niepokój. To nie jest książka, przy której można się w pełni odprężyć a raczej taka, która zmusza do ciągłego czuwania.
Najmocniej uderzyło mnie to, jak autor prowadzi psychikę bohaterów. Szczególnie postać Mii. Jej lęki, obsesje i coraz większe zagubienie. Marrs skutecznie igra z czytelnikiem, podważając to, co wydaje się oczywiste.
Ogromnym plusem jest klimat. Dom nie jest tu tylko tłem, ale niemal osobnym bohaterem. Milczącym, przytłaczającym i pełnym sekretów. Czułam klaustrofobię i napięcie, zwłaszcza w momentach, gdy przeszłość zaczynała mieszać się z teraźniejszością. To właśnie ten klimat sprawił, że słuchałam dalej, nawet gdy treść robiła się naprawdę mroczna.
„Wszystko zostaje w rodzinie” to thriller, który zostawia po sobie dyskomfort i pytania, a dla mnie właśnie to jest największą zaletą tej historii. Jeśli lubicie książki, które nie tylko wciągają, ale też długo siedzą w głowie, warto dać jej szansę.
Zdecydowanie to thriller, który udowadnia, że dom może stać się koszmarem.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
Historia Mii i Finna zaczyna się jak spełnienie marzeń… Stary dom, nowe życie, dziecko w drodze. Ten spokój bardzo szybko zostaje jednak zaburzony. Gdy podczas remontu bohaterowie odkrywają tajemniczą wiadomość, atmosfera robi się coraz bardziej duszna, a ja z każdą kolejną stroną czułam narastający niepokój. To nie jest książka, przy której można się w pełni odprężyć a raczej taka, która zmusza do ciągłego czuwania.
Najmocniej uderzyło mnie to, jak autor prowadzi psychikę bohaterów. Szczególnie postać Mii. Jej lęki, obsesje i coraz większe zagubienie. Marrs skutecznie igra z czytelnikiem, podważając to, co wydaje się oczywiste.
Ogromnym plusem jest klimat. Dom nie jest tu tylko tłem, ale niemal osobnym bohaterem. Milczącym, przytłaczającym i pełnym sekretów. Czułam klaustrofobię i napięcie, zwłaszcza w momentach, gdy przeszłość zaczynała mieszać się z teraźniejszością. To właśnie ten klimat sprawił, że słuchałam dalej, nawet gdy treść robiła się naprawdę mroczna.
„Wszystko zostaje w rodzinie” to thriller, który zostawia po sobie dyskomfort i pytania, a dla mnie właśnie to jest największą zaletą tej historii. Jeśli lubicie książki, które nie tylko wciągają, ale też długo siedzą w głowie, warto dać jej szansę.
Zdecydowanie to thriller, który udowadnia, że dom może stać się koszmarem.
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze
Prześlij komentarz