Po pracy jak zwykle zmęczenie, głowa pełna spraw, lista „na jutro” już gotowa. A jednak wystarczyła chwila, by coś się zmieniło. W końcu wyszło Słońce. Takie nieśmiałe, jeszcze zimowe, ale uparte. Wyszłam do ogródka i poczułam, że to właśnie tam czeka na mnie małe odczarowanie dnia.
Zalegający lód nie chciał łatwo ustąpić. Śniegu wciąż sporo, jakby zima nie mogła się pogodzić z odejściem. A jednak każdy ruch łopaty, każdy odłamek skruszonego lodu był jak symbol powolnego rozmarzania, nie tylko ziemi. To niesamowite, jak fizyczna praca w ciszy potrafi uporządkować myśli. Jakby wraz ze śniegiem znikał nadmiar napięcia.
A potem nagroda. Późny obiad w piątkę, w naszej ulubionej Trattorii. Ciepłe światło, gwar rozmów, zapach oliwy i gorących dań. Aperitivo smakowało jak małe święto. Tak niewiele trzeba, by poczuć wspólnotę i zwykłą, prostą radość. W trudnym czasie takie momenty są jak kotwice, które przypominają, że życie toczy się dalej, że potrafi być dobre.
Za to wieczór należał już tylko do mnie.
Mój magiczny kącik. Karty, świece, zapach kadzidła. Cisza, która nie jest pustką, ale przestrzenią. Oczyszczanie, nie tylko energetyczne, ale i emocjonalne. Zostawiam to, co ciężkie. Oddycham. Słucham siebie. W takich chwilach codzienność przestaje być szara i oczywista. Staje się rytuałem.
Bo przecież odczarowanie codzienności nie polega na wielkich zmianach. To sztuka zauważania: promienia słońca, skrzypienia śniegu pod butami, smaku wina, płomienia świecy. Magia nie jest gdzieś daleko… jest między innymi tylko i aż w uważności.
Dziś odczarowałam swój dzień.
Jutro będę robić to znowu, jak każdego dnia. A Ty?
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
Zalegający lód nie chciał łatwo ustąpić. Śniegu wciąż sporo, jakby zima nie mogła się pogodzić z odejściem. A jednak każdy ruch łopaty, każdy odłamek skruszonego lodu był jak symbol powolnego rozmarzania, nie tylko ziemi. To niesamowite, jak fizyczna praca w ciszy potrafi uporządkować myśli. Jakby wraz ze śniegiem znikał nadmiar napięcia.
A potem nagroda. Późny obiad w piątkę, w naszej ulubionej Trattorii. Ciepłe światło, gwar rozmów, zapach oliwy i gorących dań. Aperitivo smakowało jak małe święto. Tak niewiele trzeba, by poczuć wspólnotę i zwykłą, prostą radość. W trudnym czasie takie momenty są jak kotwice, które przypominają, że życie toczy się dalej, że potrafi być dobre.
Za to wieczór należał już tylko do mnie.
Mój magiczny kącik. Karty, świece, zapach kadzidła. Cisza, która nie jest pustką, ale przestrzenią. Oczyszczanie, nie tylko energetyczne, ale i emocjonalne. Zostawiam to, co ciężkie. Oddycham. Słucham siebie. W takich chwilach codzienność przestaje być szara i oczywista. Staje się rytuałem.
Bo przecież odczarowanie codzienności nie polega na wielkich zmianach. To sztuka zauważania: promienia słońca, skrzypienia śniegu pod butami, smaku wina, płomienia świecy. Magia nie jest gdzieś daleko… jest między innymi tylko i aż w uważności.
Dziś odczarowałam swój dzień.
Jutro będę robić to znowu, jak każdego dnia. A Ty?
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.




Komentarze
Prześlij komentarz