Nigdy nie miałam poczucia winy z powodu robienia czegoś dla siebie.
To nie jest wyznanie winy ani prowokacja. To fakt. A pisze o tym między innymi też dlatego, że wciąż tak wiele Kobiet je ma i tak wiele z nich krytykuje te, które robią coś tylko dla siebie…
Poczucie winy nie rodziło się we mnie samo. Próbowano mi je wmówić. Z zewnątrz. Konsekwentnie, cierpliwie, czasem brutalnie, czasem „z troski”. Mówiono mi, że coś jest ze mną nie tak, skoro go nie czuję. Że powinnam. Że normalni ludzie czują. Że dobrzy ludzie czują. Że kobiety czują. Że córki czują. Że członkowie rodziny czują. A ja nie.
Słyszałam, że jestem zła, bo dbam o siebie. Że egoistyczna, bo wybieram swoje potrzeby. Że bezduszna, bo nie poświęcam się wystarczająco.
I zawsze za tym stało to samo przekonanie, że inni są ważniejsi niż ja.
Rodzina. Ludzie. „Wszyscy”. Tylko, że nikt nigdy nie potrafił jasno odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?
Dlaczego moje życie ma być zasobem do zużycia?
Dlaczego moja energia ma należeć do innych?
Dlaczego dbanie o siebie miałoby być moralnie gorsze od zaniedbywania siebie?
Z czasem zrozumiałam, że to nie ja nie mam poczucia winy. To ja nie przyjęłam cudzej definicji „dobra”.
Bo bardzo często „poczucie winy” nie jest głosem sumienia. Jest narzędziem. Sposobem regulowania cudzych zachowań. Metodą, dzięki której jedni mogą czuć się lepsi, a inni… zobowiązani.
Jeśli wszyscy cierpią, poświęcają się i rezygnują z siebie, to osoba, która tego nie robi, staje się zagrożeniem. Przypomnieniem, że można inaczej. A to bywa nie do zniesienia.
Łatwiej więc powiedzieć: „Z tobą jest coś nie tak”. „Powinnaś się wstydzić”. „Jak możesz nie czuć winy?”
Tymczasem ja widzę to inaczej. Nie czuję winy, bo:
- dbanie o siebie nie krzywdzi innych
- granice nie są przemocą
- odmowa nie jest atakiem
- moje życie nie jest wspólną własnością
Nie czuję winy, bo nie wierzę, że miłość musi boleć, a dobro zawsze kosztować samego siebie. Nie czuję winy, bo nie utożsamiam wartości człowieka z ilością jego poświęceń.
To nie znaczy, że nie obchodzi mnie nikt poza mną. Wręcz przeciwnie!
To znaczy, że nie zgadzam się znikać, żeby inni czuli się lepiej.
Można troszczyć się o ludzi, nie rezygnując z siebie. Można kochać i wspierać Rodzinę, nie oddając im całego życia. Można być dobrą osobą bez bycia wiecznie winną.
A jeśli ktoś bardzo potrzebuje, żebym poczuła się winna tylko dlatego, że wybrałam siebie… No cóż… To być może mówi więcej o nim niż o mnie.
Ja naprawdę nie mam za co przepraszać. Ty też nie 😊
Magicznego ostatniego dnia roku!
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.
To nie jest wyznanie winy ani prowokacja. To fakt. A pisze o tym między innymi też dlatego, że wciąż tak wiele Kobiet je ma i tak wiele z nich krytykuje te, które robią coś tylko dla siebie…
Poczucie winy nie rodziło się we mnie samo. Próbowano mi je wmówić. Z zewnątrz. Konsekwentnie, cierpliwie, czasem brutalnie, czasem „z troski”. Mówiono mi, że coś jest ze mną nie tak, skoro go nie czuję. Że powinnam. Że normalni ludzie czują. Że dobrzy ludzie czują. Że kobiety czują. Że córki czują. Że członkowie rodziny czują. A ja nie.
Słyszałam, że jestem zła, bo dbam o siebie. Że egoistyczna, bo wybieram swoje potrzeby. Że bezduszna, bo nie poświęcam się wystarczająco.
I zawsze za tym stało to samo przekonanie, że inni są ważniejsi niż ja.
Rodzina. Ludzie. „Wszyscy”. Tylko, że nikt nigdy nie potrafił jasno odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?
Dlaczego moje życie ma być zasobem do zużycia?
Dlaczego moja energia ma należeć do innych?
Dlaczego dbanie o siebie miałoby być moralnie gorsze od zaniedbywania siebie?
Z czasem zrozumiałam, że to nie ja nie mam poczucia winy. To ja nie przyjęłam cudzej definicji „dobra”.
Bo bardzo często „poczucie winy” nie jest głosem sumienia. Jest narzędziem. Sposobem regulowania cudzych zachowań. Metodą, dzięki której jedni mogą czuć się lepsi, a inni… zobowiązani.
Jeśli wszyscy cierpią, poświęcają się i rezygnują z siebie, to osoba, która tego nie robi, staje się zagrożeniem. Przypomnieniem, że można inaczej. A to bywa nie do zniesienia.
Łatwiej więc powiedzieć: „Z tobą jest coś nie tak”. „Powinnaś się wstydzić”. „Jak możesz nie czuć winy?”
Tymczasem ja widzę to inaczej. Nie czuję winy, bo:
- dbanie o siebie nie krzywdzi innych
- granice nie są przemocą
- odmowa nie jest atakiem
- moje życie nie jest wspólną własnością
Nie czuję winy, bo nie wierzę, że miłość musi boleć, a dobro zawsze kosztować samego siebie. Nie czuję winy, bo nie utożsamiam wartości człowieka z ilością jego poświęceń.
To nie znaczy, że nie obchodzi mnie nikt poza mną. Wręcz przeciwnie!
To znaczy, że nie zgadzam się znikać, żeby inni czuli się lepiej.
Można troszczyć się o ludzi, nie rezygnując z siebie. Można kochać i wspierać Rodzinę, nie oddając im całego życia. Można być dobrą osobą bez bycia wiecznie winną.
A jeśli ktoś bardzo potrzebuje, żebym poczuła się winna tylko dlatego, że wybrałam siebie… No cóż… To być może mówi więcej o nim niż o mnie.
Ja naprawdę nie mam za co przepraszać. Ty też nie 😊
Magicznego ostatniego dnia roku!
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze
Prześlij komentarz