Dorosłe dzieci starszych rodziców też mają prawo do własnego życia

Od dawna zbierałam się za ten wpis. Myślę, że dzisiaj to dobry moment. Przynajmniej dla mnie…




Wciąż zbyt rzadko mówi się o tym głośno, że dorosłe dzieci starszych rodziców również mają swoje potrzeby, marzenia i granice. Zamiast tego częściej słyszą, czego się od nich oczekuje… obecności w każde święta, rezygnacji z wyjazdów, dyspozycyjności „bo rodzice są już w wieku”. Nawet dzisiaj w radio jadąc do pracy to słyszałam, co sprawiło, że postanowiłam właśnie teraz o tym napisać, bo mam dość!

Czy nikt nie widzi, że w tej narracji gdzieś po drodze znika pytanie: a co z życiem dorosłego dziecka?! Czy obowiązek ma być silniejszy niż relacja, którą ci starsi rodzice powinni byli zbudować od narodzin swoich dzieci? (a niestety nie zawsze tak jest)...

W naszej kulturze (co mnie przeraża) relacja z rodzicami bywa… Nie! Jest opisywana bardziej w kategoriach obowiązku niż wyboru. „Rodzicom się należy”, „tak trzeba”, „bo co ludzie powiedzą” itp. Problem w tym, że obowiązek nie buduje bliskości, on często buduje zmęczenie, frustrację i poczucie winy.

Dorosłe dziecko, które chce spędzić np. święta inaczej, usłyszy, że jest egoistyczne. To, które stawia granice, bywa uznawane za niewdzięczne. Rzadko bierze się pod uwagę, że to dorosłe dziecko ma własną rodzinę lub związek, pracuje (często na dwa etaty, tak, jak my z Mężem) i potrzebuje odpoczynku, chce żyć po swojemu, a nie „jak trzeba”. Przecież miłość to nie stała dyspozycyjność. Dlaczego wciąż jest tak opisywana?

Opieka, troska i szacunek nie oznaczają rezygnacji z siebie. Miłość do rodziców nie powinna wymagać poświęcania własnego życia. Bycie w każdą niedzielę, każde święta i każdy wolny dzień, nawet kosztem własnego dobrostanu, nie jest dowodem większej miłości. Często jest tylko dowodem braku granic. A przecież granice nie są brakiem miłości. Są jej warunkiem.

Nikt nie widzi, albo nie chce widzieć, zmęczenia i potrzeb dorosłych dzieci!

Społecznie łatwo współczujemy samotnym starszym rodzicom. Znacznie trudniej dostrzec przemęczone dorosłe dzieci, ludzi rozdartych między lojalnością a potrzebą autonomii, osoby żyjące w ciągłym poczuciu winy, że „robią za mało”. To zmęczenie jest realne. I ma prawo być nazwane.

Dorosłe dzieci starszych rodziców mają prawo spędzać święta inaczej, nie być dostępne w każdy wolny dzień, budować życie według własnych wartości, mówić „nie” bez tłumaczenia się i usprawiedliwiania.

Relacja z rodzicami może być ważna, bliska i pełna szacunku bez rezygnacji z siebie. Bliskość oparta na wyborze jest zdrowsza niż ta oparta na presji, którą wciąż widzę nawet w bliskim otoczeniu…Co mnie też przeraża… jest budowana od dzieciństwa…

Może czas zacząć mówić nie tylko o potrzebach starszych rodziców, ale też o prawie ich dorosłych dzieci do własnego życia. Bo jedno nie wyklucza drugiego i ja tego uczę swoje Córki.









Spodobał Ci się tekst?

· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.


Komentarze