Ostanie dni były (i są) bardzo trudne pod wieloma względami, także takimi na które nie mamy wpływu. Dni gdy bezsilność jest tak wielka iż trudno sobie z nią poradzić. Kto takiego stanu nie zna? Ja takiej osoby nigdy nie poznałam…
Dlatego też
oprócz prac w ogródku, które choć na chwilę sprawiają, że „zapominam”, w
czwartek, jeszcze na koniec lata i wieczór przed trudnym emocjonalnie dniem, podjechaliśmy
do pobliskiego Raszyna, nad stawy, pospacerować przy zachodzie Słońca 😊
Musieliśmy choć na chwilę „przewietrzyć” zmęczone troskami głowy, odetchnąć po
siłowaniu się z tym wszystkim z czym mierzyć się musimy i zrzucić z siebie
ciężar przytłoczenia, co wiadomo iż takie łatwe nie jest... Jednak… konieczne i
zawsze trzeba próbować, nawet gdyby to „zrzucenie” było minimalne. Wierzę
jednak, że nic nie trwa wiecznie i po trudnych czasach, przyjdą dla nas te
łaskawsze. Równowaga musi być, zawsze jest, nawet jeśli w pierwszym momencie
mamy wrażenie iż jej nie doczekamy, bo złe trwa zbyt długo.
„Słońce powoli schodziło nad horyzont, jakby chciało wsunąć stopy w chłodną wodę” - Jill Shalvis; Szczęśliwa przystań
PS. Dobra wiadomość ostatnich dni to taka, że moi Bliscy mieszkający w Górach są bezpieczni. Nieustannie jednak myślę i staram się wspierać na tyle ile mogę tych, którzy zmagają się z ogromną traumą i skutkami kataklizmu. I Ty nie bądź proszę na to obojętny. Liczy się najmniejszy gest… Wspierajmy i pomagajmy. To tak bardzo ważne…
Spodobał Ci się tekst?
· To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
· Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
· Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
· Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.








Komentarze
Prześlij komentarz