Twierdza i Cortona nieco inaczej 😉

Pewnego środowego popołudnia (ale zbieg okoliczności) po porannej wizycie na targu zaczęło „mnie nosić” 😉  Postanowiliśmy gdzieś podjechać, ale blisko. Padło na Twierdzę w Cortonie, którą znalazła Natalia… i samo miasteczko. Tylko 45 minut, więc we czworo ruszyliśmy. Najmłodsza została w kamiennym domku, gdzie umówiła się z kolegami na rozmowy i wspólne granie on line, bo po wizycie nad morzem mimo częstego smarowania piekło i bolało. Wcześniej oczywiście skórę Jej zabezpieczyłam na tyle ile potrafiłam i po upewnieniu się, że da radę, ruszyliśmy.



Twierdza na wzgórzu z widokiem na Cortonę pochodzi prawdopodobnie z VI-V wieku p.n.e., kiedy to etruskie mury miały prawie taką samą długość, jaką widzimy dziś. Pierwsze źródła historyczne opisujące piękną i silną twierdzę pochodzą z 1258 roku. Kilkakrotnie zdobywana i plądrowana podczas wojen z Arezzo, w 1411 roku została sprzedana, wraz z całym miastem, Republice Florenckiej, która od 1527 roku rozpoczęła swoją restrukturyzację. Na początku twierdza została połączona z murami miejskimi, dając tym samym początek centralnemu pięciobocznemu dziedzińcowi.

Dopiero w połowie XVI wieku i masowej militaryzacji terytoriów Medyceuszy twierdza uzyskała swój obecny wygląd. Począwszy od 1556 roku i na polecenie Cosimo I de' Medici, zbudowano cztery bastiony i ravelin, dzieło inżyniera wojskowego Gabrio Serbelloni i architekta Cortony Francesco Laparelli, którzy również współpracowali przy projektowaniu fortyfikacji Valletty na Malcie.

W rzeczywistości w latach 1500 do 1599 wprowadzenie artylerii spowodowało konieczność stopniowego zastępowania średniowiecznych murów, zaprojektowanych do upadku obronnego, a teraz niewystarczających, bastionowymi frontami przeznaczonymi do obrony pastwisk (lub flankowania). Ta nowa technika zmieniała kurtyny (odcinki proste) i bastiony (najpierw krzywoliniowe, a następnie wielokątne) zgodnie z geometrycznym studium trajektorii strzelania; Masa wałów, z kamienia lub zwartego podłoża, pozwoliła wytrzymać ostrzał artyleryjski.

Twierdza Girifalco nigdy nie była używana w czasie wojny i w 1766 roku, po pojawieniu się Lotaryngii, została rozbrojona i przekazana społeczności Cortony, która wykorzystywała ją jako więzienie miejskie.

W następnych stuleciach, wraz z końcem Wielkiego Księstwa Toskanii w 1860 roku, została splądrowana. W czasie II wojny światowej stała się schronieniem dla 250 córek Włochów za granicą i strategicznym miejscem zarówno dla żołnierzy niemieckich, którzy zainstalowali nadajnik radiowy, jak i dla żołnierzy alianckich.

Renowacje z 1959 i 1969 roku sprawiły, że donżon i dziedziniec stały się dostępne dla zwiedzających. W 2010 roku zakończono odzyskiwanie bastionu Santa Maria Nuova, wraz z wstawieniem zewnętrznej windy towarowej w celu poprawy dostępności i umożliwienia nowych zastosowań.

Dzisiaj, oprócz murów i widoków można podziwiać w niej wyjątkowe zdjęcia na kilku poziomach. Dokładnie to trwający od 15 lipca do 2 października Międzynarodowy Festiwal Fotografii Cortona. Koszt biletu normalnego by wszystko zwiedzić to 8 euro, a ulgowego 5 euro. Warto jednak sprawdzać na ich stronie czy coś się w tej kwestii nie zmienia 😉 My byliśmy pod olbrzymim wrażeniem zarówno samej twierdzy, widoków z niej, jak i przygotowanej wystawy. Polecam!

 




Cortona to historyczne miasto w regionie Valdichiana w prowincji Arezzo. Miasto otoczone jest starożytnymi etruskimi murami zbudowanymi na wzgórzu o wysokości około 600 metrów. Dzięki swojemu położeniu na wzniesieniu, Cortona cieszy się wspaniałym widokiem na krajobraz Valdichiana i Jeziora Trazymeńskiego (Umbria). Symbolem miasta jest ratusz, charakteryzujący się wieżą zegarową i kamiennymi schodami z widokiem na Piazza della Repubblica.

Cortona szczyci się kilkoma atrakcjami, wśród których najważniejsze to Zwiastowanie Beato Angelico w Muzeum Diecezjalnym, MAEC (Muzeum Akademii Etruskiej), w którym zachowała się tabula Cortenensis. Istnieje również wiele eksponatów z różnych etruskich obszarów. Inne miejsca do zobaczenia to: Twierdza Girifalco zbudowana do celów wojskowych, obecnie otwarta dla publiczności, Sanktuarium Santa Margherita, patrona miasta. Nie przegap pustelni franciszkańskiej, "Le Celle", pierwszego klasztoru zbudowanego przez św. Franciszka z Asyżu w 1211 r., gdzie dziś mieszka mała wspólnota braci, tutaj można odwiedzić małą celę, w której spał św. Franciszek.

Obszar ten produkuje doskonałe wina DOC, takie jak Syrah, również w Valdichiana hodowana jest Chianina, jedna z najstarszych i najcenniejszych włoskich ras bydła. 

 

I to tyle dzisiaj u mnie z maleńkiej części historii Cortony. My ją dzisiaj tylko „liznęliśmy” i to tak się złożyło, że bardziej od strony artystycznej, ale oczywiście nie całej, które miasto oferuje. Najpierw trafiliśmy do pracowni i galerii pewnego Artysty, który szczyci się sztuką nowoczesną. Opowiedział nam o swoich pracach, o malowaniu pastelami i o tym, że cztery duże obrazy, które leżały na stole i które nam pokazywał powstały w miesiąc. Okazało się też, że Jego prace sprzedają w Warszawie 😊

 


Tuż obok była darmowa wystawa zdjęć młodego chłopaka, które robił w Afryce. Jego zdjęcia pokazuję wspólne funkcjonowanie człowieka z naturą. Szukanie brakującego ogniwa w łańcuchu ewolucyjnym. Zwraca w nich uwagę na prawidłowe funkcjonowanie ekosystemu.

Dokładniej i bardziej „fachowo” 😉 To fotograficzna podróż Andrei Boccini i Alessandry Monti w poszukiwaniu ewolucyjnej więzi, która łączy człowieka i inne zwierzęta. Historie współistnienia i konfliktu, zachowania i wyginięcia. Podróż wzdłuż granicy pomiędzy rezerwatami a ośrodkami populacji, gdzie nieuchronnie zderzają się człowiek i zwierzę.

Te zdjęcia były w dwóch salach. Zwłaszcza jedno z nich zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie. Stałam przed nim pełna emocji nie mogąc powstrzymać łez. Później powiedzieli mi co przedstawia… Odebrałam przekaz… To był stary lew słaniający się na nogach i opierający głowę o ścianę. Jego oczy wyrażały potworny strach, ból, cierpienie… A jego ciało… Jak się okazało był już na środkach usypiających, bo przewożono go w inne miejsce. Jednak… wiele z tych starszych zwierząt zostaje zabitych dla zysku. Nie mogłam przestać drżeć i płakać…

Trzecia sala to ludzie…  To fotorelacja Sary Cencetti, która opowiada o pracy na świecie w szkołach Lifog i Majaoni w Kenii. Projekt oparty na ludziach, na „sercach”, które tak jak my żyją na tej „Ziemi”. Dzieci i dorośli, którzy żyją w niedostatku, dzięki pomocy stowarzyszeniu choć w małej części czują się bardziej szczęśliwi.

 


Bardzo się cieszę, że trafiliśmy na tak wyjątkowe wydarzenia… Po wyjściu przeszliśmy się małymi uliczkami miasteczka, z dala od turystów. Tylko my i energia, którą tworzą mieszkańcy. Już zabrakło nam czasu by zwiedzić to, co polecają w przewodnikach, bo nie chciałam by najmłodsza była długo sama (mimo iż na łączach z przyjaciółmi i z nami 😉 ), ale wcale nie było nam szkoda, bo zobaczyliśmy przez ten krótki czas dużo więcej. No może jedynie szkoda Muzeum Cywilizacji Etruskiej…

 



Spodobał Ci się tekst?

·         To teraz czas na Ciebie 😊  Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;

·         Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka; 

·         Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z   innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją   pracę;  

·         Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.


Komentarze