„Torre dell‘ Aurora”

Do „Torre dell‘ Aurora” w miasteczku Monte San Savino dotarliśmy poprowadzeni przez właścicieli ok. 21:00 😉



Przyjechali specjalnie z Rzymu gdzie mieszkają, by nas powitać. Domek znajduje się na wzgórzu z którego rozciąga się przepiękny widok 😊 Aż się ze wzruszenia popłakałam jak go zobaczyłam i zostałam przytulona przez panią Aurorę (już wiesz skąd nazwa).

Już dziś nie wiem jak będę w stanie stąd wyjechać? Czteropoziomowy Kamienny Domek na wzgórzu, z widokiem, który zapiera mi dech w piersiach, otoczony gajem oliwnym, a w dole Pola Słoneczników (zresztą w miejscu w którym jesteśmy i okolicach, Pola Słoneczników i Gaje oliwne przeważają nad winoroślami). W tym roku właściciele mają pierwszy raz swoją oliwę, ale póki co jedynie do własnego użytku. My dostaliśmy w prezencie, tak samo jak dużą doniczkę bazylii oraz... mieliśmy zapewnioną kolację na ciepło. Za to my podarowaliśmy Im polskie słodycze. Zawsze jak gdzieś jedziemy przywozimy polskie smakołyki dla właścicieli domu czy mieszkania w którym się zatrzymujemy.  Tak już mamy i lubię ten nasz zwyczaj kultywowany od lat 😊 Tym razem był jeszcze słodki drobiazg dla pani Antonelli, która mieszka nie daleko i która opiekuje się domkiem pod nieobecność właścicieli. (My też czuliśmy się przez Nią zaopiekowani).



Właściciele oprowadzili nas po domku, wszystko pokazali. Domek rozdzielony jest na dwie części. Jedna jest do Ich wyłącznego użytku, i to w niej się zatrzymują kiedy przyjeżdżają z Rzymu (przez nasz cały pobyt oprócz dnia przyjazdu ich nie było, więc cały czas byliśmy sami). Druga dla gości. „Nasza” część jest także ogrodzona siatką, przymocowaną do kamiennego murku. Pnie się po niej słodko pachnący Jaśmin, a na dole ustawione są kwiaty w doniczkach. Ogrodzenie powstało z powodu zwierząt podchodzących pod same drzwi. Nawet w nocy można usłyszeć lub zobaczyć chodzące po gaju oliwnym sarny, lisy, dziki a nawet wilki 😊 A wieczorami latają Nietoperze 😊

Właściciel opowiedział też o statku który wypatrzyłam na jednej z szaf. Jego znajomy przez wiele lat na takim pływał, a gdy przeszedł na emeryturę postanowił zbudować jego makietę, którą podarował właśnie Państwu, u których w domku się zatrzymaliśmy.



Jeśli chodzi o maleńką historię Domku z Kamienia… Starsza jego część w której mieszkamy została zbudowana w 1976 roku (może też i dlatego czuję z nim taki niewytłumaczalny związek?), druga część powstała w późniejszych latach.

Ma tak piękną energię, że czuję się w nim jak u siebie. Przyznam się, że w domu teściów w którym mieszkam od ponad 20 lat, nie czuję się tak dobrze i bezpiecznie jak tu. Trudno mi słowami opisać te uczucia, bo to jest dla mnie samej tak niesamowite, a wręcz nierealne i pełne magii. Nigdy do tej pory w żadnym miejscu tego aż tak mocno nie czułam, nie drżałam w środku i nie miałam tej pewności… Miejsce zaczarowane, miejsce wyjątkowe, z którego nie chcę wyjeżdżać…



Wszystkie zdjęcia jakie wrzucam i będę wrzucać, są robione przez nas wszystkich telefonami, dronem oraz aparatem fotograficznym

A co jeszcze widzieliśmy i gdzie byliśmy? O tym we wtorek 😉

 

  



Spodobał Ci się tekst?

·         To teraz czas na Ciebie 😊  Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;

·         Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka; 

·         Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z   innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją   pracę;  

·         Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.


Komentarze