Bywają takie dni, a dokładniej poranki jak z kultowego już serialu (pewnie wiesz jakiego 😉 ). Każdy z naszej piątki spóźniony, bo budzik nie zadzwonił, a może dzwonił, tylko tak odruchowo się go wyłączało, bo jeszcze tylko chwilka 😉
Chwilka zamieniła się w godzinę i już wiadomo, że dzień nie
potoczy się tak, jak powinien. A przecież jeszcze zwierzaki upominają się o
jedzenie, niektórym trzeba dać poranne leki… Kiedy ten czas uciekł? 😉
Osobiście, w takich momentach jeśli nie muszę biec na tramwaj, to pracę którą miałam wykonać rano, przekładam na popołudnie kiedy to „huragan”, który opanował cały dom, w końcu się z niego wyniesie. Kiedyś przecież musi 😉 Dopiero wtedy robię sobie kawę latte, mimo iż później niż zwykle. Wypijam na tarasie wciągając głęboko słodki, intensywny zapach ukochanego bzu 😊 i siadam do laptopa, bo wciąż jeszcze zalegają mi maile sprzed weekendu, które się w magiczny sposób zagubiły, a ja ich nie zauważyłam. Hmm… 😉
Huragan minął, nigdzie już nie pędzę, nic mi już nie wypada z rąk… Mój przyjemny, późny początek dnia 😉 A jeśli się ze wszystkim jednak nie wyrobię, bo jest na to spora szansa, to przecież jeszcze będą kolejne dni na nadrobienie zaległości 😉
Spodobał
Ci się tekst?
- To teraz czas na Ciebie 😊 Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
- Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka;
- Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę;
- Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.



Komentarze
Prześlij komentarz