Pierwszy pełny dzień minął nam na
spacerach. Zaczęliśmy już tuż po 8:00, przed zakupami, gdzie we troje, bo
reszta jeszcze spała 😉 ruszyliśmy w stronę Areny, do której
mieliśmy jakieś 800m. Cisza, spokój, ludzie przemykali tylko co jakiś czas.
Puste uliczki, coraz cieplej, bo temperatura tego dnia wzrosła do 15 stopni,
chociaż ja trzęsłam się z zimna w puchowej kurtce, bo przeziębienie zamiast
odpuszczać, tylko się nasilało… Słońce, błękit nieba, zabytki… Nie mogłam się
temu oprzeć, nie mogłam zostać przecież w łóżku… Stracić tak wyczekiwany od
czterech lat urlop przez choróbsko? NIE! 😉
Za to ok. południa, już wszyscy razem
wybraliśmy się na Ponte Scaligero di
Castelvecchio. Gdy weszliśmy na most zauważyłam, że kilka osób spaceruje
„wyżej”. Od razu zawróciliśmy i okazało się, że obok jest Muzeum, otwarte - na
nasze szczęście - więc nie mogliśmy nie skorzystać z takiej okazji. Ludzi nie
było jeszcze zbyt wielu, dopiero zaczęli się schodzić, gdy my wychodziliśmy.
Muzeum znajduje się w Catelvecchio, który
został zbudowany w latach 1354-1356 na wcześniejszej już fortyfikacji. Pełnił
on funkcję rezydencji, ale także garnizonu obronnego. Umożliwiał również
połączenie do Tyrolu. Posiada dwa trzony podzielone XIII wiecznymi murami i
siedmioma basztami. Prawy trzon, nazywany także jądrem, otacza główny
dziedziniec z placem. Prawy był pałacem Scaligerów, czyli właścicieli. Miał
wyższy dziedziniec i podwójne ściany. W centrum znajduje się wysoka Torre del
Mastio z 1376 roku, z której wchodzi się na most Scaligero nad rzeką Adygą. Po
upadku rodu Scaligeri był używany przez Wenecjan jako magazyn broni. A w wieku
XVII mieściła się Akademia Wojskowa Serenissima.
Później, pod panowaniem francuskim i austriackim, był
wykorzystywany jako koszary. W latach 1923-1926 rozpoczęto radykalną renowację,
która pozbawiła monument wojskowych cech
mających także charakter późnogotyckich i renesansowych elementów
architektonicznych.
W 1928 roku
przekształcono go w Muzeum w którym znajdują się zbiory sztuki średniowiecznej,
renesansowej i nowoczesnej. Niestety… Podczas II Wojny Światowej został
zbombardowany i pozostał w złym stanie przez 10 lat. Dopiero w 1957 roku
architekt Carlo Scarpa oraz dyrektor Muzeum Lisisco Magagnato, rozpoczęli
renowację i na nowo przebudowę Muzeum. Prace zostały ukończone w 1964 roku i
ujawniły antyczną bramę (Porta del Morbio) z XII wieku.
W Muzeum znajdują
się eksponaty ze sztuki średniowiecznej, renesansowej i nowoczesnej w 29
salach. Mieszczą się w nich obrazy, freski, rzeźby, broń, biżuteria oraz
zabezpieczone fragmenty oryginalnych ścian. Wszystko to robi przeogromne
wrażenie i zdecydowanie pół dnia jaki mieliśmy na obejrzenie tych cudów, to za
mało. Wszyscy czujemy ogromny niedosyt. Myślę, że powinno się tam spędzić
przynajmniej cały dzień i na pewno w kolejnych jeszcze wrócić. Zdecydowanie
Muzeum jest pełne emocji oraz sugestii 😉 Oczywiście nie
wszystko nam przypadło do gustu, nie to samo każdemu. Były jak zawsze takie
obrazy czy rzeźby, które sprawiły, że zatrzymywałam się przy nich na dłużej,
siadałam i wpatrywałam z uważnością nie mając ochoty od nich odchodzić… Znasz
to uczucie? Zapomniałabym! Znajduje się
w nim również Gabinet rysunków i Grafik, Gabinet Numizmatyczny oraz Sala
Boggiana, poświęcona wystawom czasowym. Tym razem była to wystawa architekta
Ferrucio Franzoia.
Za
to sam Ponte Scaligero di Castelvecchio przez który oczywiście przeszliśmy na
drugą stronę rzeki także robi olbrzymie wrażenie. 120 m długości, 6 m szerokości…
Pierwotnie po jego dwóch stronach znajdowały się wieże, ale do obecnych czasów
przetrwała jedna, na jego prawym brzegu. Ta po lewej została rozebrana przez
Francuzów w 1802 roku. Most także został zniszczony, a dokładniej wysadzony
przez Niemców podczas II Wojny Światowej 25.04.1945 roku. Na szczęście dla nas,
w 1949-1951 roku odbudowano go z użyciem oryginalnych materiałów oraz technik
budowalnych.
Na Most
wróciliśmy jeszcze tego samego dnia (i jeszcze wracaliśmy w następnych), ale tym razem wieczorem, gdy był
oświetlony i nikt po nim nie spacerował. Magia! 😊 „Idealnie” w nie idealnym świecie 😊
PS. Natalia
nie rozstawała się z aparatem przez cały nasz pobyt w Veronie, więc zdjęcia są
Jej autorstwa. Pozostałej czwórki, z telefonów, ale tych jedynie garstka 😉
Zdjęć mamy oczywiście mnóstwo i strasznie trudno mi było „na już” wybrać, bo
jeszcze ich nie zdążyliśmy na spokojnie przejrzeć… Po powrocie mamy obydwoje
hardkor w pracach jak by nas nie było z miesiąc ☹ A to było tylko 5 dni urlopu… Dobrze,
że chociaż posty pisałam na bieżąco wieczorami, kiedy głowa jeszcze była pełna „świeżych
emocji” 😉
Spodobał
Ci się tekst?
- To teraz czas na
Ciebie 😊 Będzie mi miło,
jeśli zostaniemy w kontakcie;
- Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to
bardzo ważna wskazówka;
- Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić
się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to,
że doceniasz moją pracę;
- Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie
na Facebooku i Instagramie.














Komentarze
Prześlij komentarz