Ból i różne jego oblicza

Dla niektórych, jak między innymi dla mojej córki to migrena, czy ból stawów, dla innych ból kręgosłupa, a dla niektórych, tak jak dla mnie i wielu innych kobiet, o czym nie mówią głośno – a szkoda – comiesięczne bóle, połączone z silnymi krwotokami. Bóle różnego pochodzenia, które wyłączają nas z życia bardzo często na kilka dni regularnie…


O swoim i wielu tysiącach innych kobiet bólu oraz wstydzie (co nie powinno mieć miejsca) już pisałam, ale napiszę jeszcze o jednym, wciąż nieznanego pochodzenia… Koszmarny ból…  Najpierw czułam jak by miliony lodowatych szpilek przebijały mi skórę. Nigdy tak nie miałam. To był pierwszy raz, te kilkanaście lat temu… Przerażenie… Wszystko się zamazywało w rzeczywistości, kontury zatracały swój kształt. Z całych sił starałam się powstrzymać torsje które targały moim ciałem, ale bez skutku… Opadłam na kolana… Nie mogłam znieść tego rozdzierającego bólu, który miałam wrażenia, jakby  trawił moje wnętrza. Czułam jak by coś rozrywało mnie od środka, szarpało, rwało i rozrywało moje wnętrzności. Ten ból od tamtego pamiętnego dnia się powtarza, już go znam… Pojawia się co jakiś czas znienacka, nagle, bez żadnego ostrzeżenia… Zemdlałam… Tak jak kiedyś… Znowu zemdlałam z bólu… A potem, nie wiem kiedy, nie wiem po jak długim czasie, który wydawał mi się wiecznością ból, który trzymał mnie w żelaznym uścisku powoli, oddech za oddechem znikał…

W pierwszych dniach wojny na Ukrainie miałam także bardzo silny ból głowy. Pierwszy raz w życiu aż taki, że nie mogłam się ruszyć, nie mogłam mówić, myśleć, oddychać… Trzymał mnie przez wiele godzin i nie chciał ani na trochę odpuścić, doprowadzając do torsji. Do dziś co jakiś czas się powtarza... I chyba właśnie przy ogromnym stresie… Kolejny ból… Jak by te, które już mam od lat nie wystarczały. Mówi się, że ktoś tam na górze zsyła na nas tyle, ile jesteśmy w stanie znieść i udźwignąć. Ten ktoś wie, że damy radę, ale my sami musimy to zrozumieć, zaakceptować, przyjąć i uwierzyć chociaż w pierwszym momencie zadajemy sobie tysiące pytań typu dlaczego? Tak jest przy przewlekłych chorobach, bólach i wielu innych sytuacjach, które nas dotykają… Ja wciąż w niektórych przypadkach próbuję uwierzyć i zrozumieć. Wiem, że Ty też… Jest nas wielu…

Dzisiaj chciałabym mocno zaznaczyć, że tak wiele osób patrzy na innych, nawet z pogardą, prychaniem, niedowierzaniem i tym swoim „Przesadzasz, to tylko ból głowy, to tylko miesiączka, każda kobieta ją ma, to tylko ból brzucha, to na pewno stres, użalasz się nad sobą, po co o tym opowiadasz, ja bym nigdy na forum publicznym nie mówiła, nie skarżyła się i nie marudziła itd.” Kiedy już odważymy się powiedzieć o czymś, co mamy systematycznie, przez lata i co powoduje brak normalnego funkcjonowania… Spotykamy się z tak dużym niezrozumieniem. I często nawet inne osoby nie  starają się zrozumieć. Nie rozumieją, że ból, bez względu na to czy to głowy, czy kręgosłupa, miesiączkowy czy jakikolwiek inny potrafi być nie do zniesienia, powoduje olbrzymi dyskomfort, czasami nawet wstyd i olbrzymie zakłopotanie kiedy pojawia się w najmniej oczekiwanym miejscu, chwili, wśród wielu innych osób. Do tego olbrzymi strach kiedy nie jest do końca zdiagnozowany, a osoba go czująca spędza mnóstwo czasu w szpitalach, na badaniach… Jak często takie osoby są postrzegane za niegrzeczne i nie wychowane kiedy muszą wyjść, odejść gdzieś dalej „po cichu”… Jak wiele osób z takiego powodu było krytykowanych i obgadanych? Ja byłam i wiem, że nie tylko ja…

Choroba, ból jakiegokolwiek pochodzenie, dyskomfort nie zawsze jest czymś „normalnym”. Nie zawsze mija po lekach. Często i sami lekarze rozkładają ręce jak było w moim przypadku mimo lat prób, badań, wizyt w szpitalach…

 

Proszę, nie oceniajmy, nie krytykujmy, nie uważajmy, że wiemy lepiej, bo i nas boli głowa, plecy, kręgosłup czy mamy miesiączkę. Nie patrzmy na innych przez pryzmat własnego bólu, własnego doświadczenia, nie patrzmy krzywo z niedowierzaniem. Nie zawsze wszystko jest takie proste, łatwe i oczywiste.

A piszę o tym, bo w ostatnim czasie miałam kilka rozmów na ten temat. I właśnie dlatego, że kiedyś o tym napisałam, napisałam o własnym doświadczeniu… Dzięki temu i moi rozmówcy odważyli się powiedzieć. Opowiedziano mi jak postanowili się zwierzyć bliskim, o tym jak to zaakceptowano, o tym jakie dostali wsparcie, ale i o tym, że zostali potraktowani przez przyjaciół tak samo jak ja, jak zostali obgadani, ocenieni, wyśmiani… Nie można na to pozwalać i nie można tego akceptować. Nigdy!

Bądźmy tolerancyjni, wspierajmy, bądźmy uważni na drugiego człowieka. Bądźmy zdrowi i bezpieczni.💓

 



Spodobał Ci się tekst?

  •  To teraz czas na Ciebie 😊  Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie;
  •  Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka; 
  •  Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z   innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją   pracę;  
  •  Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Komentarze