Mówi
się, że jak się chce rozśmieszyć Pana Boga, trzeba mu powiedzieć o swoich
planach…
I tak, marzyłam o odpoczynku w Wielkanoc. Marzyłam o braku pośpiechu, bez bycia w drodze od jednych do drugich, a jedynie za miasto, na spacer… Widać, nie precyzyjnie swoje marzenie sformułowałam, bo wylądowałam w łóżku ze skręconą stopą, kostką jak balon zmieniającą odcienie. A zaczęło się tak pięknie… Wyjściem na krótki spacer, który skończył się tuż za furtką, po przeciwnej stronie ulicy na nierównym chodniku. Skończył się powrotem na małym wózeczku przeznaczonym do wożenia ciężkich rzeczy (ciiii… bez takich aluzji 😉 ), przy śmiechu rodzinki (dobrze, że chociaż fotki nie zrobili), wchodzeniu po schodach na siedząco, tyłem (tak też można), lekami przeciwbólowymi, maściami, okładami i dniem w łóżku, co dla mnie nie do pomyślenia. Rozumiem, kilka minut, no może kilkanaście, ale cały dzień?! I jak jeść w ten sposób? Chociaż wiem, że niektórzy lubią. Ja do nich nie należę 😉 Tylko się kręciłam, wierciłam, siadałam, przekładałam zapominając chwilami o kostce, która mi o tym bardzo boleśnie przypominała gdy przez przypadek podparłam się na niej. Gdyby mieć chociaż kule… Do tego zepsuł się piec, więc zostaliśmy bez cieplej wody na kilka dni… I z antybiotykiem u jednego z nas… Dobrze, że ciepło 😉
W sobotę już nie wytrzymałam, bo przecież mimo iż w domu, to jednak włosy przydałoby się umyć, i umalować paznokcie… Takie drobne przyjemności, które bardzo sobie cenię 😉 Zeszłam po schodach tak, jak po nich wchodziłam i… z pomocą Najbliższych upiekłam baby drożdżowe oraz chleb jaki najbardziej lubimy, czyli z tak zwanego garnka 😊 Przy okazji naszykowaliśmy jajka faszerowane w dwóch wersjach i sałatkę jajeczną. Już beze mnie zgodnie z tradycją pokarm w koszyczku został poświęcony, drobne prezenty dla Nowych Przyjaciół też dostarczone, przygotowałam stół oraz nakrycia, wyciągnęłam kilka dekoracji 😊 Za to w Wielkanoc to już tylko wyjęcie tego, co dzień wcześniej zostało przygotowane i można było zjeść w piątkę śniadanie. A przed nim… poszukiwania w ogródku słodkości zostawionych przez Zajączka 😉 Oczywiście poszukiwania beze mnie… Ja „stałam” na balkonie i podpowiadałam gdzie jeszcze coś mi się świeci w trawie i na drzewkach 😉
Reszta Świąt już z nogą w górze, w większości w łóżku, z okładami, maściami i przeciwbólowymi. Chociaż w poniedziałek popołudniu udało mi się „zejść” na ogródek i spędzić kilka godzin (oczywiście grzecznie) na kanapie tarasowej. Słońce przyjemnie grzało, ptaki radośnie śpiewały, nasze Murarki się powolutku wygryzają, coraz więcej kwiatów, kolorów… Nawet koc który wzięłam do przykrycia nie był potrzebny 😊 Zagraliśmy w grę a później spędziłam troszkę czasu z Boginiami i królową Elżbietą II 😉 Dodatkowo olbrzymim plusem było wyłączenie telefonu w sobotnie popołudnie. Włączyłam go dopiero dzisiaj i powiem szczerze, że gdyby nie praca to bym tego nie robiła. Cudownie było ten czas spędzić bez niego, jak i bez laptopa.
Niech teraz tylko kostka szybko dojdzie do sprawności, bo nie wszystko mogę odwołać ani przełożyć na później.
Za
to mój wyczekiwany od sierpnia wyjazd do Rodzinki w Góry, na majowy weekend,
znowu musi zostać przełożony na „wieczne później” ☹ Jak często
mówię, nie na wszystko mamy wpływ, ale na własną reakcję jak najbardziej tak. W
każdej sytuacji 😊 Oby tylko zdrowie było… Zdrowie i
Pokój… A już teraz, szukam dalej swoich małych cudów codzienności, które są
zawsze, przy każdym z nas 😊 i do ich odnajdywania bez względu na
to, co się dzieje i Ciebie zachęcam. Warto 😊
Spodobał
Ci się tekst?
- To teraz czas na
Ciebie 😊 Będzie mi miło,
jeśli zostaniemy w kontakcie;
- Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to
bardzo ważna wskazówka;
- Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić
się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to,
że doceniasz moją pracę;
- Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie
na Facebooku i Instagramie.
















Komentarze
Prześlij komentarz