Zainspirowana wpisem jednego z polskich aktorów, za który bardzo dziękuję i za który jestem bardzo wdzięczna 🙏 i ja w końcu odważam się wznieść podobny toast.
Od paru lat i ja prowadzę nieustającą walkę ze swoimi demonami, tylko bałam się o tym mówić, do czasu terapii i założenia bloga. Jak wielu słów jeszcze nie wypowiedziałam i czekają na odpowiedni moment… Moment, który może nie nadejść, więc zaczynam to robić systematycznie. Nawet jeśli wciąż w środku jest we mnie strach… Jak wiele jest jeszcze takich osób? Bałam się, bo gdy pewnego wieczoru odważyłam się zwierzyć osobie której ufałam, usłyszałam tylko słowa krytyki… ☹ Jednak i ja nie zachowałam się wtedy w porządku. Emocje wzięły górę, a nie powinny. Przeprosiłam i zawsze to będę robić kiedy będzie taka potrzeba. Jednak już nie chcę się bać na tyle mocno by się wycofać! Chcę swój strach przezwyciężać dzień po dniu, godzina po godzinie… Moje demony… Raz wygrywają one, innym razem ja, a są i takie dni, że żadne z nas i wtedy jest równowaga.
W końcu się odważyłam. Odważyłam i zaprosiłam je
do swojego „tu i teraz” by móc wreszcie
przez chwile doświadczyć wewnętrznego spokoju i radości.
Dotarłam też dzięki powrotowi do jogi i do prób
medytacji… do etapu, w którym coraz lepiej, świadomie jestem w stanie zapanować
nad swoim oddechem...
Może i ja jestem dziwna, może i ja
nie nadaję się do tych czasów w których inność jest tak bardzo piętnowana, ale
w końcu jestem z siebie dumna, że ZNÓW odważam się mówić to, co myślę, że mówię
głośno iż nie znoszę jak ktoś udaje kogoś kim nie jest, jak ktoś krytykuje oraz
ocenia mimo iż mówi głośno, że się tego brzydzi. A uwierz… udają wszyscy…
narzekają wszyscy i tak samo większość z nas, jak nie wszyscy – oceniają
(przynajmniej ja nie poznałam nikogo, kto by tego nie robił)… O zgrozo! I ja
przez jakiś czas to robiłam, chcąc się dostosować… Kocham przebywać sama ze
sobą, kocham ciszę, spokój i już mi się przestało ciągle chcieć komuś „wchodzić
do dupy”, żeby sprawdzić co o mnie myśli. Mam dość udawadniania kim naprawdę
jestem i tego czego wg niektórych nie zrobiłam czy nie powiedziałam. Mam dość
tłumaczenia, że nie jestem „przysłowiowym wielbłądem” bo wiem, sama się o tym
boleśnie przekonałam, że jak ktoś bardzo chce wierzyć w to, co usłyszał, nie
zmieni zdania… A może? Kiedyś? Oby to zrobił… Już teraz nie dla mnie, ale dla
samego siebie…
Mówią, że
„kiedy dajesz dużo, nie oczekując niczego w zamian, a dostajesz kopa w dupę,
to pewnego dnia przestajesz dawać i stajesz się podłą i wyrachowaną kobietą
(lub mężczyzną, oczywiście), która niczego nie rozumie i jest zapatrzona tylko
w siebie”. Co za bzdura!!! Jak można w to wierzyć? No cóż… sama przez
chwilę wierzyłam… Na szczęście już się obudziłam… Przestaję się męczyć,
zabiegać o relacje z osobami które patrzą na mnie z góry, przestaję dawać
miłość i przyjaźń, gdzie tego nie szanują i tylko wykorzystują. Chcę się
otaczać ludźmi, którzy mnie kochają, lubią i szanują za to kim jestem, a nie za
to kim by chcieli bym była, lub za to jakie korzyści mają ze znajomości ze mną.
Już nigdy więcej nie pozwolę dać nikomu władzy nad sobą.
Kocham, doceniam, szanuję samą siebie, choć przyznaję, że nie jest to takie proste. Wciąż się tego na nowo uczę, bo przecież kiedyś potrafiłam… Na szczęście z każdym dniem idzie mi lepiej 😊 I tak, wy „wszyscy specjaliści”, wy „wszyscy którzy wiedzą lepiej i znają mnie lepiej niż ja sama”, wy wszyscy którym wciąż się coś wydaje, wy wszyscy którzy wierzycie w każde słowa wypowiedziane o mnie przez innych, nawet nie zadając sobie odrobiny trudu by sprawdzić czy to jest prawda, wy wszyscy „lepsi ode mnie” , „bardziej szczerzy”, „bardziej wyrozumiali”, „mądrzejsi”, „lepiej wykształceni”… WZNOSZĘ TOAST ZA SIEBIE, za wszystkie moje wybory zarówno te dobre jak i złe, za moje upadki, niepowodzenia, niewłaściwe wybory i choroby, z którymi się zaprzyjaźniam.
Wznoszę toast za moich „przyjaciół”, którzy się ode mnie odwrócili ze znanych tylko sobie powodów, za tych którzy mnie zranili, oczerniali… I nie piszę tego z przekąsem, a wręcz przeciwnie. Życzę Wam wszystkiego co najlepsze 🍀
Wznoszę toast za tych którzy są przy mnie w dobrych i złych chwilach, za tych którzy mnie akceptują i kochają taką jaką jestem, nieidealną, z poranionym sercem i duszą borykającą się wciąż ze swoimi demonami i walczącą o każdy oddech gdy depresja wraca jak bumerang. Wznoszę toast za swoje najmniejsze zwycięstwa, za moją drogę którą kroczę i dzięki której się rozwijam nawet jeśli czasami zboczę z „kursu”. Wznoszę toast za to wszystko co sprawiło, że jestem Tą Asią, którą jestem dzisiaj, za Asię wciąż popełniającą błędy 😉 Za Asię która przeprasza oraz wybacza innym i sobie, bo nikt z nas nie jest idealny, każdy z nas popełnia błędy i każdy z nas dźwiga jakiś bagaż z którym musi się uporać. Kocham, Wybaczam, Doceniam, Wspieram, jestem Wdzięczna…💗
PS. Tak, mam brudne ręce, bo codziennie „grzebię w ziemi” i dobrze mi z tym 😉
Spodobał Ci się tekst?
- To teraz czas na
Ciebie 😊 Będzie mi miło,
jeśli zostaniemy w kontakcie;
- Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to
bardzo ważna wskazówka;
- Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić
się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to,
że doceniasz moją pracę;
- Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie
na Facebooku i Instagramie.
Pięknie napisane, jesteś wspaniałą matką,żoną,kobietą i przyjaciółką :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Kochana. To dla mnie bardzo ważne słowa :)
Usuń