Tak, dokładnie tak jest! Musimy tylko sobie to
uświadomić, co nie zawsze jest łatwe. U mnie nie było, wciąż nie zawsze jest i nieustannie
nad tym pracuję. Powiem Ci tylko, że warto!
Kiedy zaczniemy żyć bardziej świadomie, kiedy
zaczynamy skupiać się na tym co „tu i teraz” zaczniemy rozumieć, że wszystko co
nas spotyka jest wielkim darem. Nie tylko dobre rzeczy, ale i te trudne, a może
przede wszystkim właśnie te trudne. Wszystko co nas spotyka ma wielką wartość i
ukryty sens, czasami bardzo głęboko. Nie od dziś wiadomo i już nawet o tym
pisałam, że za każdą ciemnością ukrywa się cały ocean światła. Tylko, że od nas
zależy czy je odkryjemy 😊 A do
tego potrzebne jest odpowiednie nastawienie.
Wiem, że wielokrotnie to powtarzam, ale naprawdę jest to bardzo ważne. Nic nie dzieje się w naszym życiu przypadkowo. Wszystko ma swój powód, cel i sens. Tak jest w całym wszechświecie. Jak mawiał Alfred Adler (austriacki psycholog, psychiatra i pedagog, twórca psychologii indywidualnej) „Życie to ciąg możliwości do nauki, rozwoju i przebudzenia”.
Kiedy podczas samotnej wędrówki szlakiem w Górach Świętokrzyskich, na którą czekałam bardzo długo, a której nie dokończyłam, bo wpadłam prawą nogę w dziurę w moście i stłukłam ją tak bardzo, że przez ponad miesiąc nie mogłam praktykować jogi, ćwiczyć, a nawet chodzić (jedynie powoli, stopniowo, ale też nie od razu) i do tej pory odczuwam tego skutki, a noga nie wróciła nadal do pełni sprawności i wyglądu mimo iż było to w maju… w pierwszym momencie bardzo się zezłościłam. Najpierw na wspomnianą dziurę, później na samą siebie, bo przecież nie patrzyłam pod nogi. Dokładnie o tym piszę we wcześniejszych postach, w którym opisałam naszą jednodniową wycieczkę. W końcu przez łzy zaczęłam się śmiać. Targały mną skrajne emocje, które na dobre wyciszyły się dopiero po kilku dniach. Nie dość, że nie dokończyłam trasy, to jeszcze na tak długo musiałam zrezygnować z czegoś, co dawało mi codziennie powód by funkcjonować… Wtedy uświadomiłam sobie i że to miało swój cel. Zwolniłam jeszcze bardziej, bo znowu zaczęłam gdzieś gnać. A ten wypadek zmusił mnie do tego ponownie. I nawet jeśli nie mogłam praktykować jogi, nie mogłam tyle chodzić co wcześniej, nie mogłam wykonywać innych ćwiczeń, które pomagają mi w odzyskaniu siebie, mogłam skupić się na czymś innym co okazało się na ten moment bardzo mi potrzebne. Do jogi i innych ćwiczeń w końcu powoli zaczęłam wracać, a przy okazji zadziało się w mojej codzienności coś takiego, co pozwoliło wyjść ze strefy komfortu, zrobić coś, dzięki czemu mogłam pomóc najbliższym.
Jak widzisz… Nic nie dzieje się bez powodu. Musimy tylko to zaakceptować i pozwolić by działo się tak, jak dziać powinno.
Spodobał Ci się tekst?
- To teraz czas na
Ciebie 😊 Będzie mi miło,
jeśli zostaniemy w kontakcie;
- Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to
bardzo ważna wskazówka;
- Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić
się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to,
że doceniasz moją pracę;
- Bądźmy w kontakcie, obserwuj mój blog oraz polub mnie
na Facebooku i Instagramie.



Komentarze
Prześlij komentarz